Wspomnienia depresyjnej przeszłości

Dziś machnęłam tekst o mojej samotności w wieku nastu lat. Czułam potrzebę, aby to napisać. Wstawiam tu, może ktoś odnajdzie w sobie podobne emocje. Ostatnio odnajduję wiele takich sytuacji z przeszłości, które gdzieś tam mnie ukształtowały i zastanawiam się, czy taka już się urodziłam, depresyjna, czy nabyłam to w toku życia.

&&&

Pierwszy raz chciałam się zabić mając 12 lat. Pamiętam, jak siedziałam w otwartym oknie na parapecie. Na szczęście na parapecie wewnętrznym. Było upalne lato. Myślałam, czy skok z drugiego piętra bloku wywoła natychmiastową śmierć, czy będę długo i boleśnie umierać, aby w końcu nie umrzeć i zostać kaleką. Tego się bałam. Bólu. Bardziej niż śmierci. Po śmierci miały być anioły i dobry Pan Bóg. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że samobójcy nie idą do nieba. Ba, słowo „samobójca” było mi, jeśli nie obce, to całkiem świeże w zasobie słów. Myślałam też, czy bardzo by się wkurzyli, gdybym ich tylko postraszyła, że skoczę. Wystawię nogi na zewnątrz, trochę się nachylę i będę siedzieć, aż ktoś zobaczy i podniesie raban. Obawiałam się tylko, że doleję oliwy do ognia.

Dom przestał być przyjaznym miejscem, odkąd rodzice nie odzywali się do siebie. Wiedziałam, że to przeze mnie. Chciałam tylko nowe buty, a skończyło się na wielkiej awanturze o pieniądze. Niekończąca się bieda. Teraz rozumiem, ile frustracji może powodować ciągły brak pieniędzy, mimo ciężkiej pracy. Ale wtedy liczyło się tylko to, że byłam winna kłótni, po której oni mogli się rozstać. I moje podarte buty, w których wstyd mi było chodzić do szkoły.

W szkole też nie miałam łatwego życia. Moja najlepsza (eks)przyjaciółka wygadała się, że na kolonii posikałam się w łóżko. W dodatku byłam biedna i gruba. Czego chcieć więcej, aby się nade mną znęcać? Dzieci wychowane przez ulicę są bez serca. Nawiązałam nić porozumienia z drugą koleżanką, która była prześladowana z powodu biedy i jakoś się razem trzymałyśmy. Jednak ciągłe towarzystwo w klasie osoby, która złamała mi serce i zaufanie do ludzi, bolało. Dzień po dniu, jak jątrząca się rana.

Szukałam pocieszenia w rysowaniu ich karykatur w zeszytach. Tych lepszych dzieci, bogatszych, wygadanych, szczupłych i ładnych. Popularnych. Rysowałam je jako złe, brzydkie, powykrzywiane istoty, oddające się plugawej sodomii. Nabijałam się z nich, chcąc gdzieś w środku choć trochę przekonać siebie, że może do takich ich wizerunków będę wtedy pasować. Skoro teraz nie pasuję. Ja: niezmiernie wściekła na cały świat i szukająca tylko jednego – dziecięcej niewinności, która coraz bardziej mi uciekała.

Poznałam w internecie chłopaka, starszego ode mnie. Spotykaliśmy się na czacie (tak, wtedy jeszcze były czaty; muszę sprawdzić, czy jeszcze są). WhiteAngel, Artur, lat 15. Nie wiem, ile w tym było prawdy, ale gdy przestał pisać i pojawiać się na czatach, włamałam się na jego pocztę, co nie było trudne i przeczytałam dużo listów do innych dziewczyn. Moja wściekłość jeszcze się wzmogła.

Mimo to, na zewnątrz byłam jak skała. Nie okazywałam słabości, chyba że poziom łez w organizmie przekroczył już linię maksimum. Nie lubiłam sprawiać kłopotów. Płacz był kłopotem. Kolejnym dowodem na to, że jestem samotna i bezsilna. Lubiłam się uczyć. I byłam w tym piekielnie dobra. Chłonęłam wiedzę, jak gąbka. Wystarczyło jedno czytanie, abym coś zapamiętała. Uwielbiałam to. Dopóki i to nie zostało mi odebrane. Ale to już późniejsze dzieje.

&&&

FB_IMG_1507212659955

Reklamy

Demot o samobójstwie

Czasem potrzeba czegoś silnego, by do nas przemówiło – przebiło się przez mgłę negatywnych myśli. Niech ten demotywator będzie takim czymś.

Źródło: demotywatory.pl (wbrew pozorom strona, na której można czasem znaleźć perełki)