Niepokojące zatrzymanie w biegu.

Na co dzień mam poczucie, że jestem wielce niezbędna, aby cały świat jakoś funkcjonował, także mój. Codzienna gonitwa – 5:30-wstać, 6:30 pociąg ido pracy, w pracy pełne obroty, bo przecież nawet chwila odpoczynku niewskazana, 16 – pociąg powrotny i przed 17 jestem w domu. Gdzie kolejne obowiązki – pranie, sprzątanie, gotowanie. Dodatkowo muszę dbać, by jakoś wyglądać i się nie roztyć, więc dochodzą zajęcia fitness i inne aktywności.

Wczoraj oczy zamykały mi się po odwiedzinach świątecznych. Zamknęły o 18 i spałam 15 godzin. Dziś – chill. Film, jedzenie i seks (w końcu!)… I  czuję niepokój. Wielki niepokój. Że jak to… nagle taka pustka. Przecież ja MUSZĘ coś robić.

Wcale, kurde, nie muszę. Dziś leżę i pachnę. Mam do tego absolutne prawo. Szkoda tylko, że mój mózg postrzega to jako zagrożenie. I jak tu odpocząć, gdy ściska w gardle?… Może ktoś ma sposoby na pracoholizm?…

Reklamy

Zmiany, zmiany, zmiany

Ciężko porzucić coś, co było przez długi czas częścią nas, nawet jeśli przynosiło cierpienie. Bo było to coś pewnego, „bezpiecznego”. Opuszczając to wychodzimy ze swojej strefy komfortu. Ale warto. Co dnia teraz się o tym przekonuję.

Warto na przykład przytulić kogoś bezinteresownie. Albo pozwolić sobie na odpoczynek. Kiedyś usłyszałam od członka rodziny: „odpoczywać to będziesz w trumnie”. Od tamtej pory nie dopuszczałam myśli, że odpoczynek może być czymś pożytecznym, czymś co jest konieczne, by zregenerować siły, stargane nerwy i działać dalej bez uszczerbku na zdrowiu, może nawet w lepszej formie. Teraz zaczęłam doceniać odpoczynek, te 45 minut relaksacji na terapii mnie tego uczy. Pozwala mojemu ciału i umysłowi zapisać to, czego danego dnia się nauczyłam, poukładać to sobie. Nabrać sił do dalszych zmagań z życiem.

Zmiany bolą. Ale jeśli są na lepsze – warto podjąć ryzyko bólu.

Pozdrawiam, Ania.

17757193_732033903642681_5157908441083260409_n