Depresja w natarciu

lasy_05

Witam! Na początku pisania tego bloga postanowiłam sobie wrzucać do wpisów jakiś obrazek, który odda dobrze sens danego wpisu, ale jednocześnie będzie piękny i niosący nadzieję. Ten powyżej obrazuje mój obecny stan. Drzewa zasnęły na zimę i czekają na nowy wiosenny start. I mimo, że pozostawiły po sobie piękny dywan czerwoncyh liści, to są chwilowo jakby… martwe.

I ze mną tak jest, dlatego nie pisałam ostatnio. Po wielu wydarzeniach, zyskaniu pracy, a nastęonie po jej utracie, co wiązało się z niemiłymi przeżyciami, szukaniu nowego zajęcia, następnie cudownym wydarzeniu (choć jakże zajmującym) jakim był mój ślub… znalazłam się nagle w nieciekawym położeniu życiowym (co nie znaczy, że ślub do tego doprowadził:), raczej chodzi o sprawy zawodowe). Niestety znacznie odbiło się to na moim zdrowiu i obecnie przechodzę przez ciężką depresję i nerwicę. Nie mam przy tym pomocy psychologicznej (z wyjątkiem męża). Ostatni tydzień był przełomowy – zdrowie załamało się na tyle, że nie mogłam prowadzić auta, pójść do kościoła, wstać przed 10, a nawet pracować tak jak obecnie. Dlatego zmuszona jestem odpuścić moją drugą pracę na jakiś czas i odzyskać siły.

Nie chodzi o smutek, złe samopoczucie. To coś więcej i podkreślam to zawsze – depresja nie jest jesienną chandrą, z której można wyjść o własnych siłach. Być może są to stany depresyjne, z których możemy się sami uratować. Niestety, w obecnym stanie – ja nie potrafię i znów jestem na lekach, i będę szukać dalszej pomocy, bo jest bardzo źle. Wierzę, że w końcu z tego wyjdę, ale nie wiem, co z pracą. Czy nie będe skazana na pracę na zlecenia, jako freelancer. Niestety właśnie taki tryb pracy przyczynił się w dużym stopniu do zaniedbania odpoczynku i postępowania choroby. Albo nie będę pracować w zawodzie. Ale na razie nie chcę o tym myśleć, jakie ten epizod będzie miał następstwa. Chcę myśleć o wyzdrowieniu.

Trochę dziś się odsłoniłam ze swoim bólem.

Chciałam się wytłumaczyć, dlaczego tak rzadko ostatnio tu piszę i się angażuję. Trudno szukać rady od osoby która sobie sama nie radzi. Jeśli wybróbuję coś i pomoże, dam znać. Myślałam żeby zrobić taki webinar, internetowe spotkanie, może nawet paru chętnych osób które po prostu opowiedziałyby o sobie, o swojej chorobie, wygadały się po prostu, jak na grupie terapeutycznej, a może podzieliły radami jak sobie radziły i radzą. Wydaje mi się jednak, że ten blog jeszcze nie wszedł na „ten poziom” i trochę nas za mało. Niemniej dziękuję za wszystkie uwagi i komentarze i wierzę, że WY też dacie radę wyjść z tego bagna.

Powodzenia!

 

Reklamy