Terapia i odnośnik

Hej 😉

Cieszę się, że mogę znów dziś coś do Was napisać. Jestem właśnie w trakcie terapii dziennej, drugi tydzień. Wczoraj czytałam swoją pracę życiorysową, co dość mocno przeżyłam. Jednak jeśli ktoś się jeszcze waha, czy taka terapia może mu pomóc – powiem – nie zastanawiajcie się dłużej tylko idźcie jeśli macie taką możliwość.

Już po pierwszym tygodniu jestem trochę innym człowiekiem. Byłam w stanie zauważyć, że wiele rzeczy które robiłam, aby pozbyć się depresji, było rozwiązaniami doraźnymi, przynoszącymi chwilową ulgę (co nie znaczy, że nie warto np. uprawiać sport, zdrowo się odżywiać). Ale aby odnaleźć spokój i pogodzić się z pewnymi rzeczami, odnaleźć siebie, przeżyć pewne emocje, dostrzec w sobie pewne schematy – potrzeba mi było bardzo tej terapii i jestem pewna, że nawet jeśli nie uzdrowi całego mojego życia, będzie znacznym postępem w drodze do uzdrowienia. I to co robię teraz, choć nie jest łatwe, jest bolesne i smutne nieraz, pozwala mi dostrzec tak wiele rzeczy w swoim życiu, że jestem za to bardzo wdzięczna i już teraz wiem, że nie jest to tylko doraźnym rozwiązaniem i ucieczką w łatwe schematy. Jest prawdziwym procesem zdrowienia.

Uczestniczę w terapii psychodynamicznej grupowej i choć jest trudno, wracam tam codziennie na te pięć godzin uzdrawiania siebie i innych. To cudowna satysfakcja widzieć swój postęp, odsłonić maski i wszystkie plastry na ranach z przeszłości, by inni mogli je także dostrzec i powiedzieć co obserwują. To dla mnie bardzo ważna lekcja.

Zmieniając temat, trafiłam dziś w internecie na bardzo pozytywną osobę, którą jest Małgorzata Mostowska z http://www.purestyle.pl 😉 Ma też kanał na youtube, gdzie pokazuje proste lekcje jogi dla każdego. Zaufałam jej i poćwiczyłam dziś jogę przez godzinę razem z nią. I widzę efekty w swoim ciele już po pierwszej sesji. Jestem rozluźniona i spokojniejsza. Rozciąganie jest dla mnie bardzo ważne, bo spinam się bardzo z nerwów, a dziś postanowiłam zastosować rozciąganie właśnie według jogi i odkryłam, że wiele ćwiczeń z niej już wykonywałam. Naprawdę ta osoba i ten kanał mocno mobilizują do pracy nad sobą, niekoniecznie do uprawiania jogi.

Podsyłam linka do artykułu i filmiku „Jak pokochać siebie”:

http://purestyle.pl/jak-pokochac-siebie-jak-byc-swoim-najlepszym-przyjacielem/

Trzymajcie się ciepło! Dacie sobie radę 😉 I wierzę, że ja też dam.

badz-swoim-najlepszym-przyjacielem-

Reklamy

Jeden powód

Tak mnie dziś olśniło troszkę (po raz kolejny, bo już dawniej to odkrywałam, ale nie wiedziałam, jak to praktycznie wykorzystać, i pewnie dalej nie wiem), że jedynym powodem wszystkich chorób, zmartwień, depresji, nerwicy jest

 

brak miłości.

 

Brak miłości własnej, a co za tym idzie – miłości do drugiego człowieka, Boga, do życia, brak zatem pasji w życiu. Brak emocji. Brak pozytywów. Brak dobra.

Siedziałam wczoraj do późna w nocy i myślałam, dlaczego czuję się tak podle. Właściwie są ludzie w gorszym położeniu od mojego i brak pracy i moje dolegliwości jeszcze nie przekreślają mnie jako człowieka. Mogę zdziałać wiele dobrego. Ale brakuje mi pasji. Wszystko, co kiedykolwiek mnie interesowało – przestało. Chciałam zmieniać świat wokół na lepsze, wlewać w niego dobro i pozytywną moc. Tymczasem mam wrażenie, że tylko niczym wampir energetyczny wysysam ze świata dobrą energię i wysyłam tylko wątpliwości, smutek i zmartwienia w eter, także do innych ludzi, mojej rodziny i ukochanego. Jestem stale spięta, moje barki nie mogą się rozluźnić. Kontakt z Bogiem mam nijaki. A czuję sercem, że jest On jedyną Osobą, której potrzebuję. Potrzebuję miłości od Niego, aby karmić nią siebie i innych ludzi. A nie czuję jej w sobie. Może to kwestia wygłuszających emocje leków. Ale czuję sercem, że nie tylko. Kiedy ostatni raz zrobiłam coś dobrego bezinteresownie dla siebie albo dla drugiego człowieka? Zawsze tylko robię to, co nakazuje mi obowiązek. Nie miłość. Nie pasja życia. Nie umiłowanie siebie i ludzi. Przestałam ufać ludziom. Zamykam się na świat w czterech ścianach, skazuję siebie na umieranie za życia.

Stop.

Nie chcę żeby tak to wyglądało.

Moja dusza usilnie pragnie. Pragnie ciepła, dobra, miłości. Pragnie być kochana przez Boga, przez samą siebie, przez innych. Moja dusza nie pragnie sukcesów zawodowych, ambicji, pieniędzy czy sławy. Pragnie tylko czuć, że komuś na niej zależy…

I od tego chcę zacząć swoją kolejną już próbę pracy u źródła. Nad miłością własną. Potrzebuję zacząć od bycia dobrą dla samej siebie. Od ustalenia, jakie działania byłyby dla mnie dobre, a jakie mnie niszczą. I działać. Myślę, że podstawą jest mieć czas dla siebie i ma spokojne przemyślenia w nicnierobieniu. Medytację czy modlitwę. Po prostu bycie. I troska nad sobą.

Moje serce i dusza są puste. Ale wierzę, że nie muszą takie być. Będę walczyć.

LoveYourself-IMG_7157

„Jak kochać i być kochanym?” cz.1

Pragnę zacząć na tym blogu serię wpisów dotyczących książki, która jest bardzo pomocna w rozumieniu miłości: własnej, do ludzi, do Boga i ogólnie do świata. Ale też przedstawia szereg mechanizmów psychologicznych, które sprawiają, że w efekcie braku miłości, nie jesteśmy szczęśliwi, popadamy w depresje i nerwice. Polecam wszystkim tą książkę („Jak kochać i być kochanym” John Powell), a tutaj będę zamieszczać najważniejsze wnioski z niej wzięte. Jest ich dużo, ale warto przeczytać i podumać.

***

1. Potrzeby człowieka
Człowiek został tak stworzony, aby żył pełnią wewnętrznego pokoju, wypełniony głęboką radością.
Podstawową potrzebą człowieka jest głęboka, prawdziwa i bezwarunkowa miłość do samego siebie, rzeczywista i radosna samoakceptacja, autentyczny szacunek dla siebie, sprawiający wewnętrzną radość z bycia sobą: Jak to dobrze być mną! Jakie to szczęście, że jestem sobą!
Egoizm, próżność, narcyzm i zarozumiałość, o co ciągle się wzajemnie podejrzewamy, są w istocie przeciwieństwami prawdziwej miłości własnej. Kompensują one brak miłości do siebie i innych, nastawione są na zachłanność i chciwość. Miłość własna zaś otwiera się na potrzeby swoje i innych.
Nastawienie do innych osób jest uwarunkowane tym, jak w ogóle traktuje się samego siebie. Człowiek nie może żyć w zgodzie z innymi, dopóki nie nauczy się żyć w zgodzie z samym sobą.
Pokochanie siebie samego => akceptacja własnych słabości i poczucie własnej wartości => dostrzeganie mocnych stron => siła do walki ze słabymi stronami => radość z bycia sobą
Choroby psychiczne i fizyczne mają sporo wspólnego z brakiem miłości własnej. Nerwica jest wewnętrznym rozszczepieniem: stanem wojny z samym sobą. Często oceniamy siebie zbyt surowo. Czy potrafimy sobie przebaczyć i obdarzyć siebie życzliwością?
Brak wiary i nienawiść do siebie spustoszyły społeczeństwo i zaufanie ludzi do siebie. Dlaczego tak się stało? =>…
2. Przyczyny naszych kłopotów
-sygnały otrzymywane we wczesnym dzieciństwie – najważniejsze pierwsze 5 lat życia – głównie od naszych rodziców i bliskich kształtują nas w ogromnym stopniu. Także późniejsze zranienia mają na nas duży wpływ. Jeśli dziecko otrzymuje wiele czułości i miłości bezwarunkowej, zaczyna dostrzegać: „Warto mnie pokochać, jestem wartością samą w sobie. Nie muszę być nikim innym, jak tylko sobą.” Poczucie bezpieczeństwa, czułe słowa i gesty są nieocenione. Zostaną one w nas na zawsze.
…Często dzieje się jednak inaczej: dziecko otrzymuje wiele miłości opatrzonej etykietką: jeżeli… (Jeżeli będziesz grzeczny, dobrze się uczył, itd. – będę Cię kochał)… Wówczas w dziecku dojrzewa opinia, że jego wartość nie tkwi w nim samym, ale gdzieś poza nim, w jego wyglądzie, działaniu, kreowaniu jakiejś roli, bądź czynieniu czegoś, co inni od niego oczekują. Dziecko, które uczyło się ze względu na dawanie i odbieranie mu miłości, szybko dojdzie do wniosku, że jego jedyna wartość leży w zaspokajaniu potrzeb i życzeń innych. Może żyć wyłącznie dla innych, ale nigdy dla siebie.
Fakt, że jest się kochanym z powodu własnych zalet, dlatego, że się na miłość zasługuje, zawsze budzi wątpliwości: a może nie zadowoliłem tej osoby, o której miłość zabiegam, a może to, może tamto – zawsze istnieje obawa, że miłość się rozwieje. Co więcej – taka zasłużona miłość zawsze pozostawia gorzkie uczucie, że nie jest się kochanym dla samego siebie, ale jedynie dlatego, że to sprawia przyjemność, a ostatecznie nie jest się kochanym, tylko używanym.
3. Przystosowania do smutnej rzeczywistości:
Organizm ludzki posiada ogromne możliwości rekompensowania sobie tego, co utracił. Każdy z nas jest w pewnym stopniu zraniony. Ludzie, którzy nie nauczyli się kochać i szanować siebie, przyjmują najróżniejsze działania obronne. Są to m.in.:
a)Chełpliwość i przechwałki (przechwalanie się o swoich wykreowanych zdolnościach i zaletach, aby wkupić się w łaski i akceptację innych)
b)Postawa krytyczna (krytykowanie innych i szukanie dziury w całym, przenoszenie swoich negatywnych cech na innych, bo krytykowanie siebie byłoby zbyt bolesne)
c)Racjonalizacja (opieranie swojej wartości na spełnianiu czyichś potrzeb – ponieważ nie jest się w stanie spełnić wszystkich oczekiwań, racjonalizuje się, usprawiedliwia przed sobą swoje niepowodzenia, ale nie przyznaje do błędu)
d) Perfekcjonizm (dla perfekcjonisty spełnienie cudzych wymagań ma znaczenie rozstrzygające, bowiem są one warunkiem jego uznania i miłości; jego życie jest nieustannym egzaminem)
e) Nieśmiałość (reagowanie na otoczenie z obawą, gdyż inni akceptują go tylko pod pewnymi warunkami; obawa przed krytycyzmem, wycofanie, wymykanie się spod cudzych ocen, nie danie innym szansy na poznanie siebie)
f) Zaniżanie własnej wartości (roztoczenie przed ludźmi na tyle przygnębiającego obrazu siebie, by nie oczekiwali zbyt wiele, robienie z siebie „ofiary losu”)
g) Gniew (osoba nienawidzi swojej nieudolności, siebie, jest przygnębiona i pełna wątpliwości)
h) Posłuszeństwo (osoba pokorna, przestrzegająca przepisy i uległa czuje się bezpieczna, bo w ten sposób ominie ją krytyka)
i)Ucieczka w samotność (gdy ktoś czuje się zagrożony, unika innych, bo tak jest bezpieczniej)
j) Mieć zamiast być (poczucie, że to co zrobimy zdoła zastąpić to, czym nie potrafimy być)
k) Maski, role, pozory (osoba nie potrafi znieść krytykujących opinii, bo kiedyś ją zraniono i nie chce już ryzykować – przybiera maskę ukrywającą swoje słabości)
l) Naśladownictwo (skłonność do utożsamiania się z kimś innym, najchętniej z kimś podziwianym przez wszystkich)
m) Przytakiwanie (odgrywanie osoby dla wszystkich zawsze uprzejmej, zgadzającej się na wszystko, byle nie pozostać samotnym)
n) Cynizm i podejrzliwość (brak zaufania do siebie i do innych)
o) Bojaźliwość (niechęć do podejmowania jakichkolwiek przedsięwzięć, człowiek boi się kochać i być kochanym w obawie przed niepowodzeniami, które mogą spowodować odrzucenie go przez otoczenie).
PODSUMOWANIE: Przychodząc na świat, człowiek przynosi ze sobą swoją unikalną i bezwarunkową wartość. Każdy z nas od urodzenia jest tajemnicą, niepowtarzalną w całym biegu ludzkiej historii, stworzoną na wzór i podobieństwo Boga. Jednakże wiedzę o sobie poznajemy za pośrednictwem obrazu, będącego naszym odbiciem w oczach innych ludzi. Podstawowy posag samoakceptacji otrzymujemy w dużej mierze od rodziców…=>
… Jeśli doświadczyliśmy miłości warunkowej, świadomi, że trzeba sobie zasłużyć na miłość – czujemy się jak człowiek przegrany. Przy kolejnym niepowodzeniu rodzi się wewnętrzny konflikt, powstają obawy, flustracja, w końcu nienawiść do siebie. A potem próbujemy przez resztę życia uciec od tego bólu w wyżej wymienione sposoby, lub przybieramy takie oblicze, które zadowala innych, a nam zapewnia akceptację. Machamy ręką na bycie sobą, a staramy się być kimś innym, kogo niby warto poznać i pokochać…

Jak kochać?

„Bo wiesz czym jest miłość?

Nie jest oczekiwaniem na wzajemność.
Miłość jest radością.

Prawdziwa miłość to takie uczucie, które daje szczęście. Kropka. Nie ma w niej najmniejszego cienia smutku, tęsknoty ani potrzeby i oczekiwania wzajemności.
I tylko taka prawdziwa miłość jest w stanie dać trwałe szczęście.

(…)

Miłość, czyli
umiejętność życzliwego
zaopiekowania się samym sobą,
z którego wynika
zdolność do dzielenia się
miłością z innymi.”

 

B. Pawlikowska

 

PS. Podpisuję się pod powyższym nogami i rękami.

Miłego (wiosennego) dnia!