Trudne wybory życiowe

Decydując się na terapię nie sądziłam, że w międzyczasie mogę znaleźć pracę. Choć praca jest popołudniami, płacę za to ograniczeniem swojego czasu. W dodatku moje leczenie – jako szpitalne – wyklucza staż z urzędu pracy więc pojawiła się kolejna trudność. Jak okazało się – do przejścia, choć będę pracować za mniejszą kasę i na umowę zlecenie. Dobrze, że udało się w tej kwestii dogadać, ale pewnie nie zawsze jest to możliwe.

Piszę to dlatego, bo często chcemy mieć wszystko na raz. Tak samo jak ja – chciałam mieć terapię, pracę, jeszcze czas na ogród, sprzątanie, rozwój, rozrywkę, więcej czasu dla męża. Okazuje się, że za każdy nasz wybór płacimy i niestety takie jest życie. Nie wszystko jest fizycznie możliwe i albo mogę się z tym pogodzić i robić tyle, na ile mam realne siły, albo z tym walczyć, dręczyć się niewykonalnymi a nałożonymi na siebie obowiązkami, pracą ponad siły aż… siły się skończą i nastąpi kolejny kryzys.

Tego uczę się na terapii – określania na ile mogę sobie w danym momencie pozwolić, aby z siebie dać i aby się nie zadręczyć (fizycznie – pracą, psychicznie – poczuciem winy). I akceptować to, że nie mogę mieć wszystkiego. Że nie jestem robotem, tylko człowiekiem. I widzieć, że nie ma w tym nic złego, jeśli przez odmawianie nadmiernego wysiłku żyję w zgodzie ze sobą. To trudne, ale warte mojej pracy…

Na terapii miałam trudny tydzień. Od czasu do czasu ktoś do nas dochodzi, a inni odchodzą. I te rozstania są dla mnie bolesne. Może dlatego, że boję się, czy poza terapią dam radę podtrzymać te znajomości. Nie być dla innych kimś toksycznym, ale wspierającym przyjacielem. I tak sobie myślę, że wystawianie nas na próbę rozstań jest częścią terapii.

(tapeciarnia.pl)91169_leb_konia_oko

Reklamy