Refleksje po terapii grupowej pogłębionej psychodynamicznej

Wczoraj podjęłam trudną decyzję, aby po 4,5 miesiącach terapii (z planowanych 6) przerwać ją. Jestem świadoma, że wiele problemów pozostaje dla mnie bez odpowiedzi. Nie będę też w stanie pomóc dalej innym osobom (na których bardzo zaczynało mi zależeć) aby odnaleźć siebie. Na tą decyzję miało wpływ wiele czynników, m.in. moje zmęczenie i praca zawodowa (praktycznie po terapii szłam do pracy i nie miałam w dzień czasu na odpoczynek), ale nie żałuję jej. Każda decyzja niesie za sobą dobre i złe strony. Wsłuchałam się w siebie i uznałam, że tak będzie lepiej. Jednocześnie będę kontynuować leczenie psychiatryczne oraz psychologiczne na terapii indywidualnej).

Terapia wiele dała mi do myślenia i zauważyłam realną poprawę w kontaktach z ludźmi, głównie bliskimi oraz z sobą samą. Nie szukałam tego, ale odnalazłam też na nowo wiarę w Boga. Można powiedzieć, że On sam mnie odnalazł;) Pewnie przede mną jeszcze wiele kryzysów i niepowodzeń, ale mam więcej odwagi i zrozumienia, by stawić im czoła. Czuję się też szczęśliwsza. Mimo ogromnego poświęcenia (czasu, zdrowia, sił witalnych) – warto było przejść przez ten czas i zaangażować się w niego. Dla przeciwwagi dla poprzedniego posta: dziś dobre rzeczy, które odkryłam na terapii. Pewnie nie do każdego one przemówią, ale odkryłam, że w moim życiu są prawdą i dają mi szczęście. Jestem świadoma, że wielu z nich nie weźmiecie do siebie jako własne, bo każdy musi przeżyć tzw. „własne Westerplatte”, aby coś odkryć, ale może właśnie one będą dla Was początkiem tej ścieżki.

Co wyniosłam z terapii:

– nie ma jednej obiektywnej prawdy – dla każdego co innego jest dobrem i złem, ale serce i głos wewnętrzny czy coś jest dobre pomaga nam odróżniać co będzie dobre dla nas i dla innych, o ile zaufamy Miłości, (Czy kieruję się miłością podejmując tą decyzję? Miłością do siebie i bliźniego?)

– relacje nigdy nie są jednostronne – gdy coś psuje się w relacji zawala i jedna i druga strona; jeśli poprawimy relację ze swojej strony możemy ujrzeć też poprawę z drugiej, ale z obu stron potrzebna jest chęć zrozumienia i akceptacji; jeśli jedna strona nie wyraża tej chęci, mamy prawo odpuścić i zadbać o siebie,

– odsunięcie się od danej osoby w powyższym przypadku może pomóc zdystansować się do problemu, przemyśleć go (dla obu stron) i nabrać sił do ponownego zmierzenia się z nim, jeśli wciąż mamy w sobie na tyle miłości i wierzymy że dana relacja ma sens,

– wiara, nadzieja i miłość pomagają naprawdę wyjść z dołka życiowego,

– nie muszę dźwigać całego świata na swoich barkach, nie jestem odpowiedzialna za wybory innych osób, ale mogę ponosić odpowiedzialność za uczucia, które w nich wzbudzam, dlatego powinnam uważać na słowa, myśli, czyny (dotyczy to też relacji z samą sobą),

– ludzie którymi się otaczam, z którymi zawiązuję relację, mają na mnie wpływ, choćby podświadomy, bo wpuszczamy ich do naszego wewnętrznego świata, dlatego czasem odejście od kogoś kto rani może pozwolić nam uniknąć zachowania „wzorca” który nam przekazuje (abyśmy nie zaczęli ranić w podobny sposób innych),

– miłość dzieci do rodziców jest bezwarunkowa; nie oznacza to jednak, że nie mam prawa postępować wobec nich źle, gdyż jako człowiek popełniam błędy, albo robić tego, co im wydaje się złe, a na dłuższą metę może im pomóc (o ile nasze intencje pomocy są szczere); i z wzajemnością – miłość rodziców do dzieci jest bezwarunkowa, choć nieraz może wydawać się inaczej,

– jeśli mamy wątpliwości, czy nasze intencje są szczere i wynikają z miłości, pewnie nie do końca tak jest, ale nie jesteśmy ideałami i zawsze podejmując decyzje coś tracimy i coś zyskujemy (nie jesteśmy kryształowo bezinteresowni), kogoś możemy zranić nieświadomie nawet; ważne aby ustalić na czym nam w danym momencie zależy, miłość może usprawiedliwić wiele zranień, choć nieraz zaufania nie da się już odbudować,

– Bóg nie jest odpowiedzialny za nasze postępowanie – mamy wolną wolę i dlatego też możemy czynić zarówno dobro jak i zło, ważne co świadomie w życiu wybieramy,

– agresja często prowadzi do agresji i nakręcania się spirali nienawiści – odpuszczenie i wycofanie się ze świadomego krzywdzenia innych z chęcią zawarcia pokoju sprawia że często coś tracimy, ale zyskujemy pokój ducha (spalając się, zyskujemy coś o wiele ważniejszego); ważne też by zauważyć, czy podświadomie nie próbujemy innych skrzywdzić, zatrzymać to, przeżyć i odpuścić,

– cierpienie będzie zawsze, nie uchronimy od niego nikogo i z tym trzeba się pogodzić, co nie znaczy, że mamy krzywdzić jak inni,

– wiara i wiedza powinny iść ze sobą w parze (tam, gdzie nie mamy już wiedzy, np. o życiu po śmierci, zawsze tą lukę wypełnia wiara – czy to wiara w Boga, czy w brak Boga, czy w siebie, ale ta luka zawsze się wypełnia),

– wierzyć w Boga jest łatwiej niż nie wierzyć i widzę, że mam z tego korzyści (tak, przyznaję, że nie jestem bezinteresowna, ale wierzę też że w głębi serca jestem dobrą kochającą istotą) – gdy nie mogę udźwignąć „całego świata” przez swoje ograniczenia – oddaję ten ciężar Bogu i on go przyjmuje, zawsze. W swoim miłosierdziu. Potrzebuję tylko podjąć decyzję, by z tego ciężaru zrezygnować,

– nie zawsze to, co czuję w danym momencie jest prawdziwe, bo emocje mogą być zbyt silne albo zbyt słabe, ważne by zaufać zarówno głosowi serca, jak i głosowi rozsądku, przemyśleć coś na gorąco i na zimno, a potem wypośrodkować (jeśli się da) lub wybrać „mniejsze zło” (albo „większe dobro” – wolę to określenie),

– znalezienie złotego środka w swoim życiu (czy jak inni mówią: oświecenia) na różnych płaszczyznach to podstawa do osiągnięcia szczęścia i harmonii wewnętrznej (spokoju ducha), jednak jest on idealnie nieosiągalny, zależny od wielu czynników i zmienny, co nie znaczy, że nie warto do niego dążyć. Męczą nas sytuacje dwubiegunowe – gdzie trudno znaleźć ten środek: np. kochamy i nienawidzimy jedną osobę jednocześnie, za mocno pracujemy by potem zbyt długo odpoczywać, poświęcamy zdrowie by potem się dłużej leczyć itd. Jednocześnie nie uważam, że ofiara z siebie nie ma znaczenia – miłość ją usprawiedliwia; jednak i robienie z siebie ofiary dla innych, gdy inni tego nie chcą i nie oczekują też jest niewskazane (może być formą przemocy – wobec siebie). „Żądam raczej miłosierdzia niż ofiary.”

– pokochanie siebie jest podstawą do tego, aby kochać innych; im więcej mamy miłości dla siebie, tym więcej możemy dać jej innym (uwaga: pokochanie siebie może oznaczać też dopuszczenie by inni nas pokochali np. Bóg który ma nieskończone zasoby miłości),

– wiara w Boga ma dla mnie duże znaczenie, ale dopuszczam też z trudem myśl, że może Go nie być, co nie odbiera mi prawa by w Niego wierzyć – bo widzę w tym sens; bezgraniczne zaufanie Bogu, że prowadzi nas dobrą ścieżką, pomaga odpuścić wiele niepotrzebnych zmartwień (np. zmartwienie o to, czy będę mieć pieniądze by przeżyć),

– z łaską Bożą trzeba współpracować, mimo tego że zakładamy że Bóg też nad nami pracuje (to jest RELACJA, a relacje są obustronne, z tym, że Bóg nigdy z nas nie rezygnuje, nie przestaje kochać), („Miłość pracuje nad tymi, którzy nad nią pracują”)

– „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” – osądzenie innych z góry i przyklejanie im łatek jest uzasadnione jedynie naszą potrzebą porządkowania świata wokół, ale musimy z tym bardzo uważać: ktoś może popełniać czyny moralnie niedopuszczalne i krzywdzące, bo tak się nauczył i nie widzi w tym nic złego – przyklejanie mu łatki zbrodniarza krzywdzi go jeszcze bardziej; lepiej dążyć do dialogu i zrozumienia motywów jego postępowania (bez przekreślania jego samego, a jedynie piętnowania postępowania moralnie krzywdzącego); ale druga strona potrzebuje też przyznać w pokorze, że w swojej słabości może się mylić, aby dialog mógł przebiec bez uciekania się do przemocy; czasem ukaranie takiej osoby (więzieniem, odejściem od niej itd.) jest jedynym środkiem który można zastosować aby skłonić ją do refleksji nad swoim krzywdzącym postępowaniem,

– przemoc nie bierze się z niczego – tylko z ludzkich wyborów –  i skłonność do przemocy możemy odziedziczyć po najbliższych osobach (rodzicach, otoczeniu, ogólnie społecznemu przyzwoleniu); ona zawsze była i będzie i nawet jeśli tego nie widzimy na pierwszy rzut oka, wszyscy jesteśmy grzeszni i krzywdzimy nieświadomie, taka jest ludzka natura (można to nazwać grzechem pierworodnym). Ważne by świadomie nie wybierać przemocy, a jeśli już – nie wybierać przemocy czynnej tylko bierną (opuszczenie danej osoby i danie jej przestrzeni do zastanowienia),

– mam prawo do radości, mam też prawo do smutku – wszystkie emocje są ludzkie – ja decyduję jedynie jak je wyrażam, czasem lepiej zakląć niż ocenić kogoś, czasem lepiej zatrzymać słowa i cierpieć wewnętrznie niż skazywać kogoś na cierpienie (i to jest ta nasza ofiara); mam też prawo mieć granice wytrzymałości i ich chronić,

– nie jestem Bogiem i nie jest tak, że nie mam granic (miłosierdzia, dobroci, miłości), nie potrafię kochać bezgranicznie jak On, ale mogę się starać,

– zawsze istnieje jakaś zależność (żony od męża, męża od żony, córki od matki i odwrotnie itd.), możemy ją zaakceptować albo odrzucać, ale odrzucanie zależności celem osiągnięcia własnej niezależności zawsze wiąże się z naszym bólem i stratą, (np. wtedy gdy uczymy się niezależności finansowej – popełniamy początkowo błędy, zaciągamy długi za które musimy później zapłacić); często odcinając się od zależności od innych osób, bliskich relacji, czy Boga, wybieramy zależność od używek, która może być dla nas gorsza w skutkach,

– miłości nie da się kupić, za żadne pieniądze,

– wolność oznacza świadomy wybór zależności od siebie (wzięcie odpowiedzialności za własne decyzje) i od innych ludzi (od relacji) i przyznanie się do własnych słabości, akceptacja ich, aby móc nad nimi pracować,

– im więcej punktów spojrzenia na daną sytuację (np. od różnych osób), tym więcej możemy uzyskać zrozumienia dla własnego postępowania, oraz wskazówek co poprawić aby było lepiej między nami, czyli ROZMOWA o uczuciach i emocjach jest ważną częścią relacji,

– wszystkich nie zadowolę, każdy ma swoje zranienia i słabości i mogę nieświadomie uderzyć w czyjś słaby punkt, jednak jeśli znam już te słabe punkty to powoływanie się na nie w kłótni jest katowaniem drugiej osoby, wyżywaniem się na niej za swoje frustracje,

– często przenosimy na inne relacje to, czego doświadczyliśmy w dawnych relacjach i postrzegamy ludzi podobnie jak naszych „dobrodziejów” albo „krzywdzicieli”, dlatego z niektórymi trudno nam nawiązać relacje, z niektórymi łatwiej; ważne by zauważyć odrębność tej osoby, że to nie jest ta sama osoba, która nas krzywdziła kiedyś, nawet jeśli cechy charakteru ją przypominają,

– większość wzorców czerpiemy z wczesnego dzieciństwa, nasiąkamy nimi jak gąbka, każda przemoc jakiej wtedy doświadczymy będzie miała wpływ na nasze późniejsze życie, dlatego tak ważna jest świadomość rodziców jak zachowują się względem siebie, świata, dziecka; jeśli sami nie potrafią odnaleźć siebie i swojego szczęścia, duże prawdopodobieństwo, że ich dzieci również będą miały z tym problem,

– spójność własnych myśli, słów i czynów oznacza wewnętrzną harmonię – ale dalej jest to tylko ideał; no dobra – więc powinniśmy dążyć do zbliżenia się tych trzech aspektów w naszym życiu,

– to, że mamy do kogoś żal, nie oznacza, że go nie możemy kochać; u mnie żal wynikał ze stłumienia w sobie emocji które ukryłam aby nie ranić rodziców, po wypłynięciu tego żalu ze łzami na zewnątrz jestem skłonna PRZEBACZYĆ, (a więc do przebaczenia potrzebne jest przeżywanie nawet tych złych chwil),

– aby dojść do mistrzostwa potrzebujemy prób, nawet nieudanych, ale konsekwentnych i powtarzalnych w czasie prób – nie utworzymy dzieła sztuki od razu, nieraz dopiero po wielu latach, podobnie jest ze sztuką życia, godzę się z tym, że na tym etapie nie wiem jeszcze wielu rzeczy, wobec niektórych jestem bezradna i ta lista może się za jakiś czas też trochę zdezaktualizować 😉

 

19598798_776150032564401_8992271082010188898_n

Reklamy