Co mnie zgubiło?

Na terapii odkrywam wiele czynników, które doprowadziły mnie do stanu depresyjno-nerwicowego. Najgorsze jest to, że dopóki nie dotrę sama do tych rzeczy, ukrytych głęboko, dopóki ich nie poczuję i nie przeżyję, pogodzę się z nimi i postanowię zmianę (z działaniem!) – to mogą to być dla mnie puste słowa, z którymi nigdy bym się nie utożsamiła. Nieświadomie popełniłam wiele błędów i grzechów – bo tak zostałam nauczona (dotarło do mnie w końcu co znaczy „grzech pierworodny” – a raczej poczułam go na własnej skórze). Ale świadomie też nie byłam bez zarzutu. Wypiszę tu teraz większość moich „błędów”, które doprowadziły mnie do złego stanu. Może komuś pomogą w autorefleksji, może nie.

– perfekcjonizm – życie, jak gdybyśmy nie mieli ograniczeń, a one są (potrzebujemy jedzenia, snu, odpoczynku, mamy ograniczony czas, umieramy),

– odkładanie rzeczy na później (prokrastynacja) – związana z powyższym, bo zawsze mogę być niewystarczająco perfekcyjna, by coś zacząć, o ironio, więc nawet nie próbuję zacząć, bo czuję się z góry skazana na porażkę, więc staram się jeszcze bardziej, i koło się zamyka,

– brak pokory wobec własnych błędów i słabości,

– brak chęci zrozumienia innych, tylko zamykanie się w sobie i twierdzenie, że „moja racja jest mojsza niż twojsza”, zamiast szukać punktów wspólnych, takich jak miłość, szacunek, życzliwość do drugiego, porozumienie (a tu konieczna jest rozmowa o uczuciach i emocjach – dialog i nieocenianie z góry),

– właśnie – ocenianie wszystkich, tylko nie siebie,

– uznanie, że nie mogę mieć żadnych słabości, bo mnie zniszczą, że ludzie i świat są idealni (mylny obraz świata z portali społecznościowych m.in.) i mają prawo mnie osądzać za słabości,

– brak umiarkowania w pracy, piciu, uzależanianiu się od ludzi i od wielu innych używek,

– chęć bycia ponad przeciętną, wywyższenia się ponad „motłoch”, chęć zdobycia sławy i pieniędzy, wiara, że one dadzą mi szczęście, a to nieprawda – szczęście mogę znaleźć tylko w sobie,

– chęć zdobycia wszelakiej wiedzy, także tej o życiu po śmierci (gdzie jest możliwa tylko wiara), co jest z góry skazane na porażkę, życia by mi nie starczyło,

– brak miłości i okazywania jej bliskim,

– brak wiary i nadziei, zawierzenia się sile wyższej w sprawach, na które nie mam wpływu,

– branie na klatę zbyt wielu rzeczy, nawet tych na które realnie wpływu nie mam, a odkładanie i nie dbanie o to, na co wpływ mam,

– zbyt wiele skrajności w moim życiu, które wyczerpują – zbyt wyczerpująca praca, zbyt długi odpoczynek, zajadła złość albo apatia i wycofanie,

– brak odpoczynku – po coś jednak ten odpoczynek został nam dany i jest potrzebny,

– brak autorefleksji i pracy nad swoim życiem,

– ocenianie życia jako czarno-białe, dobre-złe, itd.

-…

Nie mówię tu o kompletnych brakach, takie null zero. Ale pewnych rzeczy było za mało, pewnych zbyt wiele. Jest we mnie silna wola, by wypośrodkować – znaleźć ZŁOTY ŚRODEK na płaszczyznach mojego życia, na które mam wpływ. Świata nie zmienię, nie zmieniając siebie.

12105919_484911301688277_3694534257881578990_n

Reklamy