Powroty do siebie i upadki. Keanu Reeves

Chwilę mnie nie było. Trudny okres w moim życiu. Utrata stałej pracy. Mimo całkiem niezłych wyników. Przypuszczam, że było to spowodowane moimi staraniami o dziecko.

Była też próba przerobienia tematu poronienia w głowie, co sprawiało, że pogrążałam się w depresji. Wciąż ją mam. Wciąż bywają dni, gdy miewam ataki paniki, gdy nie mogę się uspokoić na wspomnienie o szpitalu i tym, co tam przeżyłam. Żyję, bo jest mąż, żyję dla niego bardziej niż dla siebie. Staram się wówczas przypominać sobie o wszystkim, co wyniosłam z terapii, a przede wszystkim o zdaniu: „Zawsze, w każdej sytuacji zasługuję na więcej miłości, nie na mniej”. Nie zawsze działa. Czasem natłok myśli jest zbyt potężny. Wtedy są ramiona męża i płacz, który koi choć na chwilę. Postanowiłam poprosić o pomoc i czekam na terapię u osoby zajmującej się tematami poronienia. Został jeszcze miesiąc czekania na tą terapię. W międzyczasie szukam pracy (zajęcie dla mnie bardzo trudne, bo stykanie się z kolejnymi odrzuceniami jest trudne) oraz staram się o dziecko… Jednak. Poczułam, że jestem gotowa, że niektóre plany można odłożyć na później, że to jest moim priorytetem – rodzina. I dbam o siebie. Trenuję. Dobrze jem. Odpoczywam. Pracuję dorywczo w zawodzie, który kocham (trener).

Nie wiem, czy ktoś z Was czytał o Keanu Reevesie, o historii jego życia? Jeśli tak, to wiecie już, że mamy wspólne doświadczenie, choć dla niego pewnie było ono bardziej bolesne, kto wie. Nie porównujmy. Strasznie imponuje mi ten człowiek. Mimo tego, co przeżył, potrafił to obrócić w dobrym kierunku, pomagać innym i przekładać swoje doświadczenia na mądrość życiową. Natknęłam się na artykuł z jego wartościowymi myślami. Przetłumaczę go i wkleję tutaj;) Miłego czytania.

Znalezione obrazy dla zapytania keanu reeves

29 Quotes By Keanu Reeves That Will Give You A Different Perspective On Life

29 cytatów od Kreanu Reeves’a, które dadzą Ci inną perspektywę na życie

„Jeśli zostałeś brutalnie skrzywdzony i wciąż masz odwagę być czułym i łagodnym wobec innych, jesteś niezłym twardzielem z sercem anioła.”

Keanu Reeves jest wybitną jednostką. Niestety, bycie gwiazdą filmów klasy A nie sprawiło, że miał łatwe życie. Jego córka umarła przed porodem, siostra zachorowała na białaczkę… – można powiedzieć, że życie go nie oszczędzało. Widział już wszystko – podróżując metrem do pracy, prowadząc anonimowe organizacje charytatywne w szpitalach…

Oto 29 cytatów aktorskiej legendy.
1. Każde życiowa przeciwność ukształtowała Cię na osobę, którą jesteś dzisiaj. Bądź wdzięczny za ciężki czas, on tylko sprawił, że jesteś silniejszy.
2. Myślę, że musi istnieć jakaś interakcja pomiędzy Twoim wcześniejszym życiem, a życiem, które prowadzisz obecnie.
3. Pojęcie śmiertelności jest zupełnie inne, gdy masz 20 lat i gdy masz 50.
4. To niezmiernie motywujące wiedzieć, że Twoja przyszłość jest w Twoich rękach.
5. Nie ma gwarancji jutra, żyj już dziś!
6. W sztuce chodzi o próbę znalezienia w ludziach tego, co dobre i uczynienia świata bardziej przyjaznym miejscem.
7. Potrzebujesz zmienić swoje życie, jeśli nie jesteś w nim szczęśliwy, przebudzić się jeśli stwierdziłeś, że sprawy nie idą w Twoim życiu tak, jak byś tego chciał.
8. Czasami wrogowie są naszymi najlepszymi nauczycielami, ludzie uczą się dzięki swoim błędom, destrukcja może oznaczać odrodzenie.
9. Żałoba zmienia swą postać, ale nigdy się nie kończy.
10. Czasami proste rzeczy są najtrudniejsze do osiągnięcia.
11. Myślę, że wszyscy możemy się zgodzić, że nawet w obliczu tragedii istota ludzka jest w stanie przetrwać. Nie ważne, co złego dzieje się w Twoim życiu, masz siłę by to przezwyciężyć. Życie jest warte przeżycia.
12. Spróbuj czasem się pomylić (zrobić coś źle), dobrze to zrobi Twojemu ego.
13. Nikt z nas nie wyjdzie z tego życia żywym [dosłownie]. Więc przestań odkładać siebie na później. Jedz dobre jedzenie. Spaceruj w słońcu. Wskocz do oceanu.
14. Jeśli zostałeś brutalnie skrzywdzony i wciąż masz odwagę być czułym i łagodnym wobec innych, jesteś niezłym twardzielem z sercem anioła.
15. Listy są czymś osobistym. Pisanie ich ma za sobą inną intencję niż pisanie e-maila.
16. Byłem wychowany, by traktować innych ludzi, tak samo jak sam bym chciał być traktowany. To się nazywa szacunek.
17. Nasze marzenia mogą nas uczyć, prowadzić, zbijać z tropu, ale warto je brać pod uwagę. Są dla nas szansą i myślę, że warto je wykorzystać, by się na nich skoncentrować i spróbować je spełnić.
18. Gdy nie czuję się wolny i nie mogę robić tego, co chcę, po prostu reaguję. Wychodzę temu naprzeciw.
19. Zawsze będę zakochany w miłości.
20. Jako gatunek (ludzie) potrafimy być całkiem ciepli i czuli. Może jest to nasza zdolność adaptacji, lub serce i dusza. Nie jesteśmy tacy źli.
21. Wielokulturowość jest prawdziwą kulturą tego świata – czyste rasy nie istnieją.
22. Jedyną osobą, która powstrzymywała mnie od szczęścia byłem ja sam.
23. Dobra randka jest wtedy, gdy jesteście sobą pijani i wszystko na świecie staje się dobre.
24. Energii nie da się wytworzyć ani zniszczyć, energia przepływa. Musi płynąć w jakimś kierunku, w jakimś wewnętrznym, emocjonalnym, duchowym kierunku. I musi gdzieś zadziałać/ wpłynąć na coś.
25. Gdy ludzie, których kochasz odchodzą, zostajesz sam. [by the way, średnio pocieszająca myśl – masz jeszcze siebie i całą resztę świata]
26. Dziękuję codziennie ziemi i niebu za szanse, które mi dają.
27. Czasami jesteśmy tak pochłonięci naszymi codziennymi obowiązkami, że zapominamy poświęcić czas na cieszenie się pięknem życia. Jakbyśmy byli zombie. Rozejrzyj się i zdejmij
słuchawki. Powiedz „cześć” do kogoś i może przytul kogoś, kto wygląda, jakby cierpiał.
28. Zwyczajna uważność może zaprowadzić Cię daleko.
29. Oczywiście wierzę w Boga i Diabła, ale nie muszą mieć długiej brody ani widłów.

 

 

 

 

Do wszystkich kobiet w moim życiu

Uwaga, będzie niecenzuralnie. Pisałam to w złości, która wciąż we mnie wrze…

Znalezione obrazy dla zapytania złość

Do wszystkich kobiet, które kiedykolwiek mnie skrzywdziły. Fuck you! Walcie się!

Nie tego oczekuję po kobietach – wzajemnego wbijania sobie noży w plecy. To poniżej wszelkiej krytyki. Pierdolę takie coś!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Zacznę od Ciebie mamo, bo mam już dość ukrywania, jak bardzo mnie skrzywdziłaś. Nie chciałaś mnie. Chciałaś drugiego syna. Albo dziecka które umarło przede mną. Nawet nie wiedziałam o tym! Nic nigdy nie mówiłaś! Nic! Chciałaś, abym od razu była dorosła, nie przeszkadzała Ci w cholernie ważnej pracy i była zawsze grzeczna i niesprawiająca problemów. Od niemowlaka. Mogę się założyć, że zostawiałaś mnie do wypłakania, że nie było Cię przy moim łóżku, bo pamiętam tylko tatę! I on był, a po Tobie została wielka ziejąca rana, którą próbuję zalepić całe życie. Wkurwia mnie to! Wkurwia mnie to, że nie byłaś mi mamą, ale katem! Że chciałaś na siłę, abym była inna, nie akceptowałaś mnie takiej, jaką byłam! Nie widziałaś moich dobrych stron, wytykałaś każde najdrobniejsze potknięcie! I wiesz, co mnie wkurwia najbardziej? Jako 4-letnie dziecko zostawiłaś mnie samą w szpitalu! Kto tak kurwa robi? Bo chyba nie matka! I jeszcze coś! Pewnie byłam jeszcze młodsza, gdy biłaś mnie prawie do nieprzytomności! Pamiętam tylko strach i ogromny ból! Nieważne, czy to była moja twarz, plecy, czy pośladki, wszystko bolało. Byłaś jak kat w furii, który chce zabić. I pewnie zabiłabyś, gdyby cię mój tata w porę raz nie powtrzymał. Nienawidzę Cię za to! Moim największym przekleństwem jest, że jednocześnie Cię kocham i oddałabym za Ciebie życie. A Ty mnie sponiewierałaś już na samym starcie i sprawiłaś, że zawsze później szukałam tylko odrzucenia, bólu i kopa w dupę od wszystkich moich kobiecych znajomości, od wszystkich koleżanek i przyjaciółek (już ex). Bo tego mnie nauczyłaś kurwa! Że życie boli i mam dostać w dupę i każda kobieta chce tylko wbić szpilę drugiej! Ale to nie od Ciebie się zaczęło! Zaczęło się od wiecznie krytykującej babci, której też nie mogę znieść, dlatego odcięłam się możliwie daleko od niej. I nie mam wyrzutów sumienia! Zasłużyła sobie na to, żeby zostać sama, ciągłym krytykowaniem i zabarwianiem mojej rzeczywistości na czarno! Mam jej cholernie dość! I Ciebie też. Mam dość słuchania informacji od Ciebie, bo całe życie przekazujesz mi tylko informacje: jaka kurwa była pogoda, co się złego zdarzyło na świecie i co robiłaś. Nigdy, przenigdy nie powiedziałaś mi, jak czuje się Twoja dusza, co czujesz do mnie, bo mogę się założyć, że nigdy tego nie czułaś – nie kochałaś mnie. Dlatego mi o tym nie powiedziałaś! Że to nie jest miłość, bo nie umiesz kochać siebie, a co dopiero mnie! To jest tylko jedno wymaganie za drugim. Pamiętasz, jak mówiłaś, że wolałabyś za córkę Agnieszkę, bo ona sobie rzekomo ze wszystkim tak cudownie radziła (gówno prawda, miała depresję i paliła fajki jedną za drugą)? Wtedy już wiedziałam, że nigdy nie dotrę do Twoich uczuć, wtedy wszystko się załamało, postanowiłam dalej iść bez Ciebie. Ale wleczesz się za mną i nie potrafię wyrazić, jak bardzo jestem wściekła, że nie mam matki! Że kurwa całe życie Ciebie nie było! Bo ważniejsza była praca! Nawet dla brata to ja musiałam być matką, czytałam mu książki, rozmawiałam z nim, bo Ty nie potrafiłaś! Nie wiem, jak głęboko są Twoje uczucia, ale mam to gdzieś. Teraz idę sama i zadbam o siebie sama!

Najgorsze jest to, że potem pojawiły się kolejne kobiety, które kochałam, a które wbiły mi nóż w plecy. Gośka, która mnie szantażowała, w końcu odeszła, opuściła mnie, albo ja dałam się opuścić, bo tylko to znałam. Agnieszka, która całej szkole powiedziała, że moczę się w łóżko. Śmierć towarzyska i miejscowa gwarantowana. A wcześniej w żywe oczy mówiła mi, że jestem dla niej jak siostra. Gówno! Więcej w to nie uwierzę, nie chcę. Oczywiście mama miała to gdzieś, bo gówno ją obchodziły moje sprawy. Bo było to kurwa niewygodne. Chciałaś tylko, żebym się nie moczyła, więc zabrałaś mnie na zabiegi, które nie były konieczne, bo byłam zdrowa! Byłam chora z emocji, z braku uczuć od Ciebie. A lekarze tylko mnie zgwałcili i zabrali resztki siebie. Czuję się z tym strasznie… Zaufałam Ci, a Ty oddałaś mnie w obce ręce. Moje ciało w obce ręce, które zadawały ból! Nienawidzę Cię za to!

Potem była Aga, ona także mnie opuściła, gdy nasze klasy się rozeszły. Wiecznie zabiegałam o jej uwagę, pośród jej setek koleżanek. Gdy w końcu nie przyszła na mój ślub… – cóż, życzę jej szczęścia, bo była dobrą przyjaciółką, ale nasze drogi się rozeszły, nie zamierzam żebrać o czyjś czas i uwagę.

Potem Marta. Nieszczęsna Marta. Zaufałam jej, naiwnie myśląc, że tym razem będzie inaczej. Wbiła mi nóż w plecy, gdy zachorowałam na depresję. Że jestem żałosna. Najgorsze było to, że zdusiłam tą złość w sobie i jej jeszcze pomagałam przez większość liceum. Uprzejmie i z życzliwością. Trzeba było ją wziąć i nią potrząsnąć. I wygarnąć wszystko, jaka z niej była fałszywa pizda! Ale nie mogłam się złościć, bo dostałabym od matki kolejny znak, że mnie nie chce gdy się złoszczę, a tego nie mogłam dłużej znieść. Pierdolę takie znajomości.

No i Olga. Dziś się odezwała, jakby nigdy nic. Czy możemy pogadać. A przez rok jej nie było, gdy przypominałam o swoim zasiłku macierzyńskim. Nie złożyła podania o urlop macierzyński dla mnie. Pierdolę kasę, którą bym z tego miała. To tak, jakby nie uznała, że to dziecko było. Pierdolę, ważne, że ja wiem, że urodziłam dziecko. Chorobowe w moich papierach tylko teraz odstrasza pracodawców, a przecież to był macierzyński, nie chorobowe. I kurwa, ma czelność się jeszcze odzywać. Nie odpowiedziałam. Jej nie było, gdy ja potrzebowałam zasiłku, mnie też teraz nie ma dla niej. I tak dałam jej się nieźle zmanipulować na chory układ finansowy. Nigdy więcej. Pierdolę takie coś. Nie, kurwa, nie pogadamy. Walę to!

Dopiero niedawno zaczęłam poznawać kobiety, które nie są mi wrogie, które dają mi ciepło, od których mogę się uczyć. Ale do żadnej nie mogę zbliżyć się, bo zaraz się wycofuję. Bo boję się kolejnego noża w plecy, kolejnego zawodu, bez przepraszam i bez żadnej skruchy, wykorzystywania, poniżania, wyzyskiwania finansowego i uczuciowego. Najgorsze, że przyciągam takie kobiety jak magnes. I nie widzę znaków ostrzegawczych. Najgorsze, że takich kobiet jest na pęczki! Bo wszystkie nas nauczono, aby siebie nawzajem nienawidzić. Siebie, swoje córki i swoje przyjaciółki. I nie wiem już jak się z tego wyplątać. Jak wywalić tą cholerną złość, jak zacząć od nowa, jak budować coś na gruzach, skoro nikt mnie tego nie nauczył – relacji z kobietami. Tylko lęk, strach, przed własną szefową się kulę, bo spodziewam się kolejnego ciosu, kolejnego noża w plecy.  Ja po prostu się tego spodziewam. I cholernie to smutne.

List do wewnętrznego dziecka

Dzielę się cudownym znaleziskiem z internetu:

„OTWARTY LIST DO TWEGO WEWNĘTRZNEGO DZIECKA
Do dziecka, które nie mogło zrozumieć , że nikt go nie rozumiał.
Do dziecka, którego żaden dorosły nie złapał za rękę i nie powiedział mu „jesteś cudem”
Do dziecka, które wyrastało w królestwie „tego nie umiesz”
Do dziecka, które żyło w świecie „ nie wystarczy”
Do dziecka, które nie rozumiało dlaczego było bite rękami, słowami, ignorancją
Do dziecka, któremu skradziono niewinność
Do dziecka, któremu mówiono, że grzeszy, że jest złe i brzydkie
Do dziecka, które przeciwstawiało się autorytetom, które odkrywało kłamstwa wielkich ludzi
Do dziecka, które mimo wszystko nie przestawało kochać
Do dziecka, którego marzenia zostały zniszczone przez dorosłych, których marzenia też zniszczono
Do dziecka, które modliło się do księżyca i śpiewało do gwiazd aby nie zagubić się w ciemności
Do dziecko, które widziało Boga w świecącym mleczu i w listkach koniczyny
Do Miłości, którą jesteś i Ty i ja
Kocham Cię
Jesteś cudem
Twoje uczucia
Życie
Nadzieje i marzenia
One się liczą
Ktoś Cię zawiódł , ale Ty nie zawiedziesz
Ktoś spojrzał w Twoje oczy, zobaczył słońce i wystraszył się
Ktoś złamał Twoje serce, ale Twoja miłość pozostała
Ktoś zgubił swoje marzenia i myślał, że Ty je też zgubisz
Ale tak nie musi być
Ktoś powiedział Ci, że jesteś nie wystarczający
Ale Ty jesteś najdoskonalszą Boską Istotą
JESTEŚ KOCHANY”

Alison Nappi
Tłumaczenie: Elżbieta Jonscher

Znalezione obrazy dla zapytania horse and child

Clare Ahalt Photography

Powroty do przeszłości I

Przez ponad 10 lat pisałam dziennik. Od 2003 do 2016. Może nie dzień w dzień, z czasem coraz rzadziej, ale mam piękną dokumentację swojego życia na przestrzeni tych lat, choć to zaledwie wycinek. Lata nastoletnie (jestem rocznik 90.) to czas, do którego potrzebuję wrócić, aby pobyć z tą zagubioną dziewczyną, która szukała miłości, ale znajdowała tylko jej falsyfikaty. Bo sama nie umiała kochać…

Chcę wrócić do tych emocji, aby je uzdrowić. Zwłaszcza emocje dotyczące mojego ciała – byłam otyła i zanim schudłam, czułam się jak w więzieniu swojego ciała. Obecnie znów mam nadprogramowe kilogramy, może dlatego ten okres wraca do mnie we wspomnieniach. Jeszcze nagrałam do auta muzykę z tamtego czasu: ostre brzmienia Green Day, Linkin Park, The Rasmus… oraz łagodniejsze np. Wilków. I wspomnienia wracają. Te gorsze i te całkiem przyjemne, gdy czułam się królową swojego życia. Bo byłam wtedy na niezłej huśtawce, przypominającej borderline. Mam wspaniałe wspomnienia z czasu gimnazjum: zgrana klasa, ekscytujące pierwsze miłości, wartościowe znajomości przez internet, autorytety kilku wspaniałych nauczycielek, duże osiągnięcia szkolne… Ale jednocześnie: walka ze swoim ciałem, uzależnienie od gier komputerowych, chęć odcięcia od problemów rodzinnych i biedy, przerażająca samotność (odcięcie emocjonalne rodziców), powtarzające się odrzucenia ze strony osób, które „kochałam” i głodzenie się…

Gdy czytam swoje „wyrzygiwanie się emocjonalne” na kartki papieru, wiem, że to tylko wycinek, że to te najgorsze rzeczy, które ze mnie wyłaziły i nie znajdywały ujścia gdzieś indziej, dlatego były przelewane na papier. Ale właśnie na ich podstawie wyłania mi się obraz siebie i jakby z boku, z perspektywy dorosłej mnie, mogę spojrzeć na siebie z tamtego czasu obiektywnie i zauważyć coś, czego wtedy nie widziałam. A jest tego cholernie wiele, cholernie wiele trudnych spraw…Na przykład:

Osądzanie ludzi, przyklejanie im łatek – silny rys narcystyczny (wręcz rzucanie w ludzi obelgami na papierze). Udawanie obojętności, tłumienie uczuć i wypieranie – niszczenie siebie w ten sposób. Silne poczucie winy – na tle własnej seksualności i własnej osoby w ogóle – przy tym fanatyzm religijny połączony z silnym lękiem przed karą. Pracoholizm i perfekcjonizm szkolny (dużo piszę o stresie związanym ze szkołą, ocenami). Huśtawka uczuciowo-miłosna w kierunku kilku chłopaków na raz i uzależnianie swojego samopoczucia od tego, czy któryś przychylnie na mnie spojrzał.  Odcinanie się od swoich uczuć, zwłaszcza od smutku (bo nie był akceptowany w domu), pisanie bardziej o wydarzeniach. Ciągłe zwracanie uwagi na swoją wagę i „brzydotę”, traktowanie ich jako wymówkę, dlaczego nie mogę sobie nikogo znaleźć i nikt mnie nie chce, ale też ciągłe dołowanie się nimi, dokopywanie sobie. Ucieczka w wirtualne życie i znajomości (z jedną osobą potrafiłam mieć udaną relację przez gadu-gadu, a w realu mówić sobie tylko „cześć”, bo tak bardzo bałam się więcej). Szukanie sobie drugiej matki – tej od emocji (Gabrielo, pozdrawiam Cię jeśli to czytasz:))…

Pewnie znajdę jeszcze wiele i coraz bardziej mnie to przeraża, w jakiej patologii żyłam i jak sobie z tym musiałam radzić, jak wielki ciężar był na mojej głowie: presja by się wybić, odkuć finansowo (kładziona na mnie przez dorosłych oraz przez obserwowanie biedy). Z tego wszystkiego wyłania się jedno: wielki głód miłości. Takiej prawdziwej – nie zawłaszczającej, nie racjonalnej (bo trzeba z kimś być), ale takiej akceptującej i ciepłej. I niewymuszonej. Bardzo mi jej wtedy brakowało. Rodzice byli zapracowani, gonili za pieniądzem, którego wtedy nam brakowało, ale może nie aż tak mocno, jak tego czasu, by prawdziwie porozmawiać. W pewnym momencie te prawdziwe rozmowy ograniczały się do wybuchów (raz na jakiś czas) tłumionych we wszystkich emocji, a tego się bałam. Tego ogromu smutku, złości, który wychodził w rodziców w takich momentach. Na co dzień – nie rozmawialiśmy. Raczej pierdoliliśmy. O pierdołach. „Jak było w szkole? – Dobrze, dostałam szóstkę.” Koniec. Nie chcę tak więcej.

Obiecuję sobie patrzeć codziennie w lustro i mieć te 15 minut dziennie na rozmowę z sobą. Na wysłuchiwanie siebie, także tej Ani sprzed 15 lat, w której zionęła wielka czarna dziura – pustka braku miłości. Nawet, jeśli będzie to boleć. Nawet jeśli ogrom tych emocji chwilowo mnie przytłoczy. Nawet jeśli będę czuć wręcz fizyczny ból. Nie pozwolę sobie tłumić tego. Nigdy więcej.

Zostawiam Was z piosenką Hurtu, która chyba jest najlepszym podsumowaniem tego wpisu.

 

 

Niepokojące zatrzymanie w biegu.

Na co dzień mam poczucie, że jestem wielce niezbędna, aby cały świat jakoś funkcjonował, także mój. Codzienna gonitwa – 5:30-wstać, 6:30 pociąg ido pracy, w pracy pełne obroty, bo przecież nawet chwila odpoczynku niewskazana, 16 – pociąg powrotny i przed 17 jestem w domu. Gdzie kolejne obowiązki – pranie, sprzątanie, gotowanie. Dodatkowo muszę dbać, by jakoś wyglądać i się nie roztyć, więc dochodzą zajęcia fitness i inne aktywności.

Wczoraj oczy zamykały mi się po odwiedzinach świątecznych. Zamknęły o 18 i spałam 15 godzin. Dziś – chill. Film, jedzenie i seks (w końcu!)… I  czuję niepokój. Wielki niepokój. Że jak to… nagle taka pustka. Przecież ja MUSZĘ coś robić.

Wcale, kurde, nie muszę. Dziś leżę i pachnę. Mam do tego absolutne prawo. Szkoda tylko, że mój mózg postrzega to jako zagrożenie. I jak tu odpocząć, gdy ściska w gardle?… Może ktoś ma sposoby na pracoholizm?…

Nie ma idealnego dzieciństwa

Każdy z nas jest albo DDD albo DDA. W minimalnym, większym, lub całkiem sporym stopniu. Każdy z nas miał choć trochę spaprane dzieciństwo. I wina leży tam gdzie leży – w odpowiedzialności rodziców (albo osób postronnych, wujków, nauczycieli, innych dzieci), którzy jednak… często nie zdają sobie sprawy, że coś spaprali, bo dla nich to było coś oczywistego żeby np. uderzyć dziecko. Bo sami byli bici. Kwestia zadania sobie pytania: dlaczego było tak i tak, jak się z tym czuję i co chcę zmienić?

To ciągnie się pokoleniami. Nie wierzę już w to, że zdołam być idealną matką, bo drzemie we mnie mnóstwo podświadomych zranień, ale wierzę w to, że mogę być lepszą matką jeśli nad sobą popracuję i stawię czoła swoim „demonom” (czyt. nieprzepracowanym traumom i schematom, które negatywnie wpływają na komfort mojego życia). Nie wypuszczam też dziecka do hermetycznie dobrego świata, ale do świata, gdzie choćby inne straumatyzowane dziecko będzie miało na moje wpływ. Niektórzy twierdzą – po co czytać poradniki dla rodziców (poradniki w ogóle), przecież wystarczy, że będę kochać. Otóż samo kochanie to już dużo. Ale mądre kochanie to już skarb. Czasem wydaje nam się, że zadajemy ból (czyt. bijemy np.) z miłości. A tak naprawdę tu nie ma grama miłości, tylko własna trauma. Dlatego czytam (i przesiewam) poradniki. I coraz bardziej dociera do mnie, że wychowanie to szukanie złotego środka pomiędzy pozwalaniem dziecku na wszystko, a zabranianiem mu wszystkiego. Pomiędzy stawianiem granic, a dawaniem luzu i wolnego wyboru. Pomiędzy łagodnością, a stanowczością.

Obecnie jestem wciąż w procesie reparentingu – mądrego dawania sobie tego, czego zabrakło w moim wychowaniu i przepracowywaniu traum. Zlokalizowałam pewne trudne źródła tych traum, które chciałam przepracować i od kwietnia zaczynam w towarzystwie Terapeutki. Wiem, że bez tego nie zdecyduję się na kolejne dziecko, mimo, że bardzo tego chcę. Czasem lepiej poczekać, żeby nie puszczać czegoś dalej. Jestem też w trakcie uzdrawiania ciała przy pomocy akupunktury i medycyny chińskiej u kolejnej Dobrej Duszy i widzę, że przynosi to skutki.

Wiosna się zaczęła, czuję przypływ sił i dosłoneczniam się, ile mogę. Dobrego dnia wszystkim! 😉

A o temacie DDD jeszcze napiszę.

Znalezione obrazy dla zapytania ddd dziecko

 

Walczę z bólem

Kochani;)

Dawno mnie tu nie było. Dużo zmian zachodzi w moim życiu. Po raz pierwszy wychodzę na zawodową prostą i nie jest łatwo, bo łączę dwa zawody i z tego powodu mam mało czasu dla siebie. I na pisanie. Dziś wyjątkowo – jestem w domu, choruję na gardło i mam chwilę, by napisać.

Jestem zdumiona, jakie postępy wykonały się w mojej głowie pod względem niewyrzucania sobie choroby. Po prostu wzięłam wolne, chorobowe. Dawniej martwiłabym się ogromnie, że mnie zwolnią, że powinnam wziąć pracę do domu, z chorym gardłem chodzić do pracy… Obecnie jest jeszcze echo mojego wewnętrznego krytyka, ale wszystko zbijam argumentem: przecież nie mam na to wpływu. Zaatakował mnie wirus i jak każdy człowiek potrzebuję wyleczyć się, dojść do siebie i potrzebuję na to czasu. To jest moje prawo, a nie widzimisię. I większość zmartwień i katowania się – odchodzi. A ja w końcu miałam czas, by obejrzeć dobry film, zrobić sobie paznokcie czy poczytać. I socjalizuję się z moim nowym kotem (zaadoptowałam kociaka! :D).

Bardzo potrzebuję jeszcze znaleźć na co dzień tą równowagę między pracą, a odpoczynkiem, bo to trochę kuleje, zwłaszcza, że robię czasowo na 1,5 etatu.

Niestety doszedł do mnie problem zdrowotny, z którym zmagam się od dłuższego już czasu, którego nie rozumiem i na temat którego nic nie wiem: chroniczne bóle w jednym miejscu. Oby wkrótce w wyniku badań wszystko się wyjaśniło, bo jeśli chodzi o podstawowe badania – jestem okazem zdrowia. Przypuszczam, że czynnik psychiczny ma tu dużo do powiedzenia i choć czuję się lepiej – dobrze byłoby jeszcze pójść na terapię uzupełniającą, na co nie mam aktualnie przestrzeni. Ale w końcu pójdę 😉 A przynajmniej wezmę kilka sesji na skype.

Czy ktoś z Was zmagał się z bólami niewiadomego pochodzenia? Nie mięśni, nie kości, ale bólami od nerwów? Oby to nie była fibromialgia…

Nie szukam sobie chorób, to w jakiś sposób one mnie dopadają. Zastanawiam się jaki związek ma to z tym, że w dzieciństwie głównie uwagę poświęcano mi, gdy bywałam chora? Albo – może mój organizm mówi mi w ten sposób, że potrzebuje więcej uwagi i czułości, delikatności i opieki? Latanie po lekarzach jest niestety mało przyjemne i niewiele pokazuje. A ja nieraz czuję się jak dr House ze swoim bólem – niezrozumiana i traktowana jak hipochondryk.