Tam, gdzie pojawia się ściana w terapii tradycyjnej, czyli ciąg dalszy o terapii wewnętrznego dziecka

29570959_985153204984417_335158238682112084_n

Obrazek dla atencji jest:) Oczywiście jeśli powyższych emocji jest zbyt dużo, też niedobrze – świadczy to o zaburzeniu – w przypadku tłumionych złości i smutku są to nerwice i depresje. Emocje są ok, jeśli mogą na bieżąco przez nas płynąć i tego się trzymam.

Dziś kilka moich luźnych przemyśleń w oparciu o własne doświadczenia terapii. Od 17 roku życia, gdy zapadłam na ciężką depresję, chodziłam do różnych terapeutów. Zwykle moje wizyty odbywały się na zasadzie poradnictwa bieżących spraw i zmiany zachowań (terapia poznawczo-behawioralna). Dały mi silny fundament pod zmianę, wiele dzięki nim wyciągnęłam… ale w 2016 roku przyszedł kolejny silny nawrót depresji i dał mi do myślenia: czy na pewno dotychczasowe terapie mi pomogły? Pewnie dzięki nim przetrwałam trudne momenty (szkoła, studia), nabrałam większego wglądu w siebie, ale… to było za mało. Wciąż wracały dawne schematy myślowe, głosy silnego wewnętrznego krytyka w mojej głowie: nie poradzisz sobie, jesteś do niczego, jesteś brzydka, gruba itd… Skąd tak negatywne myśli o sobie? Tak silne… Walka z nimi była jak walka z wiatrakami. W końcu przestałam walczyć, zaczęłam słuchać i akceptować. Dzięki temu, że dostałam się na terapię dzienną. Tam, poniekąd nie wiedząc jeszcze, że pracuję z wewnętrznym dzieckiem, zaczęłam z nim pracować. Odkrywać dawne, źle zagojone rany, aby zagoiły się prawidłowo. Wypłakiwać, wyzłościć się na to, z czym nikt nie pozwolił mi się wcześniej pogodzić, albo na co nie byłam sama gotowa. Pewnie wiele tego jeszcze we mnie tkwi, ale solidna psychoanaliza, połączona z relaksacją, medytacją i TRE oraz dawaniem sobie prawa do przeżywania emocji, także tych zakopanych dawno temu, była KROKIEM MILOWYM do mojego zdrowienia. Nie jest idealnie. Ale widzę ogromną różnicę w sobie, są momenty dłuższe niż sekundy, zdecydowanie dłuższe, że czuję się ze sobą lepiej. Czuję, że mam w sobie wsparcie, przyjaciela, matkę… Nieraz wręcz rozpiera mnie energia, nie wiem skąd, pewnie z kontaktu z moją własną duszą, która tam w głębi jest piękna i pełna miłości.

Tego momentu w terapii życzę Wam wszystkim. Droga do niego była długa i bolesna, ale warto było. Planuję oczywiście dalej pracować nad sobą, nie spoczywać na laurach. Mam na oku terapię, na którą jednak potrzebuję uzbierać trochę grosza. A póki co – pracuję. Nad jedną z najbardziej zaniedbanych w moim życiu sfer – sferą zawodową. I idzie mi coraz lepiej;)

Przesyłam uśmiech i medytację od Violi:

Czego nauczył mnie mój kot

P1000088

To mój kotek. Którego od wczoraj z nami już nie ma. Bardzo chorował, bardzo przeżywam jego śmierć, ale staram się szukać, co było dobrego w jego życiu i naszym życiu z nim. A wniósł do naszego życia naprawdę wiele ciepła, humoru, zdrowia i cichej obecności.

Myślę, czego mogłabym się od niego nauczyć w kontekście życia i zdrowia psychicznego. Na pewno są takie rzeczy, które warto bym zapamiętała.

  1. Dopominaj się o czułość. (I o swoje! Bo Ci się to należy!) Jeśli ktoś nie daje Ci czułości, daj ją sobie sam! Mój kotek tak działał. Gdy nie doczekał się głasknięcia, skakał do ręki, by się o nią otrzeć, ocierał się o nasze nogi, o meble, brodą o kant stołu i – miał dzięki temu życie pełne czułości. Od nas oczywiście też ją dostawał. Stopniowo zdobywał kolejne nasze wnętrza domowe, aż w końcu doszło do tego, że zimą spał z nami, najczęściej prosto na mnie. Potrafił dawać czułość i brać czułość. Był pod tym względem wyjątkowy i na pewno szczęśliwszy dzięki temu. Wskakiwał też na okno, by go wpuścić do domu, żebrał o kawałek szynki czy mięska, gdy przyrządzałam jakieś danie (i zazwyczaj się doczekał), pchał się na kolana po odrobinę ciepła… Będzie nam tego brakować.
  2. Dbaj o swoją niezależność. Mój kotek umiał zadbać o siebie. Oczywiście poprawialiśmy jego komfort życia na ile mogliśmy, zostawiając mu wodę i karmę, ale nigdy nie przestał łowić myszy (no może poza sezonem zimowym, gdy myszy nie było). Przynosił z głośnym miauczeniem każdą mysz, by się podzielić, lub go pochwalić i oczywiście dostawał głasknięcie (choć o 4 rano jest to nieraz kłopotliwe). Ale upatruję w nim też to, że w tej sposób o nas próbował dbać, karmić nas jak swoją rodzinę. Jednocześnie był kotem wychowanym na wolności, wcześniej prawdopodobnie bezdomnym. Potrafił zadbać o swoje terytorium, ale był też łagodny względem innych kotów. Dopiero, gdy wyraźnie naruszały jego granicę, przeganiał je.
  3. Spędzaj jak najwięcej czasu na łonie natury. Wygrzewanie się na słońcu, wędrowanie na myszy, nawet chodzenie za nami na spacery wkoło domu – to było to, co nasz kotek uwielbiał. I taka była jego natura. Kiedy tylko mógł, przebywał na zewnątrz i dzięki temu był w dobrej formie aż do starości. Nie ma lepszego leku, jak zieleń, słońce, świeże powietrze.
  4. Dawaj z siebie co możesz innym. Myślę, że kotek był szczęśliwy, mogąc wygrzewać nasze kolana (i nie tylko, bo siadywał mi na brzuchu, klatce, ramieniu, kolanach) i mruczeć, aby pomóc nam fizycznie się uleczyć. On też z tego korzystał: miał porcję czułości. To, co dajemy, wraca do nas. My także zapewniając mu opiekę, wiele dobrego czerpaliśmy od niego.
  5. Nie trzeba wielkich wydarzeń w życiu ani bycia wyjątkowym (urodą np.), aby być szczęśliwym. Mój kotem był zwykłym dachowcem, pewnie przeżył życie jak wiele innych kotów, ale to relacja, jaką z nami miał, czyniła go wyjątkowym. Był kochany i na pewno kochał swoim kocim sercem. I to liczy się najbardziej.

Więc jeśli wahacie się jeszcze, czy warto… tak! Warto przygarnąć kota, pieska lub inne zwierzę, nawet jeśli nadejdą trudne dni, kiedy będziecie musieli się z nim pożegnać. Wszystko rekompensują wspólne chwile z naszym cichym przyjacielem…

Kilka słów o książce „Zdrowiej!” Dr’a Davida Servan-Schreibera

Książka reklamuje się na okładce jako: „Naturalne metody zwalczania depresji i stresu. Bez leków i psychoanalizy!” Postanowiłam przeczytać, zwłaszcza, że dostałam ją od… mamy (ciekawe, czy czytała;)).

Pozytywnie zaskoczyła mnie treść książki, oparta na długoletnim doświadczeniu autora jako psychiatry w leczeniu różnych osób. Opisuje ich przypadki, oraz jakie terapie na nie pomagały. W szczególności zainteresowała mnie metoda EMDR, o której czytałam pierwszy raz. Z tłumaczenia z języka angielskiego (eye movement desensitization and reprocessing) jest to odczulanie z zastosowaniem ruchu gałek ocznych oraz przeformułowanie negatywnych schematów poznawczych. W dużym skrócie: metoda ta pozwala na przerobienie w części umysłu odpowiedzialnej za emocje dużych traum i ich skutków np. objawów somatycznych lub psychicznych, które zwykle z tych traum się wzięły. Stosuje się ją jako metodę alternatywną, ale zyskującą coraz większe uznanie ze względu na skuteczność w leczeniu PTSD (zespołu stresu pourazowego). Wplata się ją w tradycyjną terapię poznawczą: polega na podążaniu ruchem gałek ocznych w lewo i prawo za spokojnym ale rytmicznym ruchem dłoni terapeuty, (coś jak za wahadłem hipnotyzera, własne skojarzenie:)), co pomaga pobudzić mózg emocjonalny (układ limbiczny w mózgu) do przetrawienia tych emocji i pozostawienia ich za sobą. Co ciekawe, im młodsza osoba, tym szybsze są efekty tej terapii.

Bardzo zaciekawił mnie naukowy wstęp do książki na temat właśnie części mózgu odpowiedzialnej za emocje (układ limbiczny) bo jest to część ściśle sprzężona z ciałem i nieraz działając na ciało właśnie (co zauważyłam w swojej wieloletniej praktyce sportowej) jesteśmy w stanie pobudzić lub wyciszyć określone emocje, odreagować je (np. bijąc w worek treningowy lub rozluźniając określone mięśnie na relaksacji). Tym bardziej utwierdza mnie to w przekonaniu, że jesteśmy jedną wielką całością: ciało i psychika przeplatają się, jedno ma ogromny wpływ na drugie: to, co jemy i robimy może generować określone emocje. Np. mięsień biodrowo-lędźwiowy często jest przykurczony u osób wykonujących pracę siedzącą (bardzo powszechną w dzisiejszych czasach), a jego napięcie może wpływać bardzo na poczucie rozdrażnienia i napięcia nerwowego – nieraz czujemy się źle po długotrwałym siedzeniu i nie wiemy dlaczego, czujemy potrzebę wstania i rozciągnięcia się. Zwierzęta rozciągają się odruchowo. My zapomnieliśmy o wielu swoich instynktach i słuchaniu swojego ciała.

Drugą metodą, która mnie zaciekawiła jest osiąganie stanu koherencji serca za pomocą wyciszenia się, spokojnego oddechu i przywołania pozytywnego uczucia – wdzięczności, radości, spokoju np. za pomocą wspomnienia. Zacytuję, jak osiągać ten pozytywny dla naszego serca stan, który przekłada się później na korzystne i harmonijne funkcjonowanie naszej fizjologii i emocji, pozwala uspokoić chaos w głowie i ciele:

„Podobnie jak w tradycji ćwiczeń jogi, w medytacji i wszystkich innych technikach relaksacyjnych, pierwszy etap ćwiczeń polega na skierowaniu uwagi ku swojemu wnętrzu. Gdy poddajemy się tej metodzie po raz pierwszy, musimy najpierw wyłączyć się ze świata zewnętrznego i zaakceptować konieczność odsunięcia na kilka minut wszelkich trosk i niepokojów. Należy przyjąć, że nasze kłopoty mogą zaczekać przez czas potrzebny sercu i mózgowi do odnalezienia równowagi i wzajemnej bliskości.

Najlepszym sposobem dojścia do takiego stanu jest powolne zaczerpnięcie dwóch głębokich oddechów. (…) W celu zmaksymalizowania efektu należy skupić całą uwagę na oddechu, aż do samego końca wydechu, potem na kilka chwil zrobić małą przerwę, zanim kolejny wdech sam z siebie nie wypłynie. Chodzi o to, aby dać się ponieść wydechowi aż do punktu, w którym naturalnie przeobraża się on w rodzaj spokoju i lekkości.

(…) Aby osiągnąć maksymalną koherencję serca, należy po 10-15 sekundach takiego stanu stabilizacji przenieść świadomie uwagę na punkt klatki piersiowej, w której znajduje się serce. W tym drugim etapie, najłatwiej jest wyobrazić sobie, że oddychamy przez serce. Kontynuując powolne i głębokie oddychanie (naturalnie bez przesadnego wysiłku) należy wyobrazić sobie, jak każdy kolejny wdech i każdy kolejny wydech przenikają tę ważną część ciała. Oczami wyobraźni śledzimy, w jaki sposób wdech dostarcza potrzebnego mu tlenu, a wydech pozwala pozbyć się wszystkich niepotrzebnych już pozostałości. (…)

Trzeci etap polega na włączeniu się w rodzące się w klatce piersiowej uczucie ciepła i odprężenia, a chronieniu go i wspomaganiu myślą i oddechem. Początkowo dostanie to jest zwykle nieśmiałe i bardzo dyskretnie daje o sobie znać. (…) Skuteczną metodą dodania mu (sercu) odwagi jest spontaniczne wywołanie uczucia aprobaty lub wdzięczności i pozwolenie, aby wypełniło cała pierś. Serce jest szczególnie wrażliwe na uczucie wdzięczności, na każde uczucie miłości, którym obdarzamy człowieka, zwierzę, przedmiot lub nawet wyobrażenie o życzliwości i pięknie otaczającego nas świata.

(…)

Owa koherencja rytmu serca znajduje natychmiast odbicie w mózgu emocjonalnym, dla którego oznacza, wprowadzając do w stan równowagi, że z punktu widzenia fizjologii panuje jak najlepszy porządek. Mózg emocjonalny odpowiada na tę informację utrwaleniem koherencji serca. To wzajemne napędzanie się stanowi magiczny krąg, dzięki którego przy odrobinie wprawy można utrzymać maksymalny stan koherencji przez trzydzieści minut, a nawet dłużej. Koherencja między sercem, a mózgiem emocjonalnym stabilizuje autonomiczny układ nerwowy – utrzymuje w stanie równowagi układy współczulny i przywspółczulny. Po osiągnięciu takiej równowagi znajdujemy się w optymalnej sytuacji, aby stawić czoło wszelkim ewentualnym zdarzeniom. Jesteśmy w stanie dotrzeć jednocześnie do mądrości mózgu emocjonalnego – do jego intuicji – oraz do funkcji refleksji i planowania mózgu kognitywnego, czyli do rozumowania abstrakcyjnego.”

Myślę, że te fragmenty wystarczą, aby wypróbować tą metodę choćby do okiełznania natarczywych myśli i niepokoju.

W pozostałej części książki autor pisze o znanych mi już wcześniej metodach na złagodzenie lęku, depresji, nieraz bardzo prostych i intuicyjnych, ale zapomnianych przez nas w ciągłym biegu. Są to:

  • akupunktura (nie próbowałam na sobie, więc nie wypowiem się, czy warto, czy nie, ale z przytoczonych badań i obserwacji autora – warto spróbować)
  • regulowanie zegara biologicznego przez higieniczny tryb życia (stałe pory wstawania, posiłków) oraz symulowanie naturalnego świtu (w postaci specjalnej lampki która stopniowo rano nas wybudza, przydatnej np. dla osób odczuwających depresję sezonową związaną z brakiem światła dziennego)
  • suplementacja kwasów omega-3 i zwiększenie ich podaży w diecie – co ma korzystny wpływ na pracę mózgu (przetestowałam na sobie – faktycznie czuję poprawę, ale dopiero po bardzo dużych dawkach, więc nie każdy suplement się tu nada)
  • codzienna, choćby krótka, aktywność fizyczna, najlepiej na świeżym powietrzu -> wydzielanie endorfin, które naturalnie poprawiają nasz nastrój
  • okazywanie miłości i czułości – po prostu każdy człowiek tego najbardziej potrzebuje, choćby miała to by być miłość zwierzęcia (udowodniony pozytywny wpływ zwierzęcia którym się opiekujemy na stan psychiczny)
  • komunikacja emocjonalna – pozbawiona toksyczności komunikacja ze światem: mówienie o swoich uczuciach, potrzebach, granicach, w sposób nie obrażający nikogo i dający przestrzeń – coś, czego trzeba się uczyć całe życie, zwłaszcza jeśli doświadczyliśmy toksycznych relacji,
  • okazywanie empatii – słuchanie sercem
  • zaangażowanie się w szczytne działanie np. wolontariat, działanie na rzecz jakiejś społeczności, co powoduje u nas poczucie, że nie jesteśmy sami i należymy do grupy, mamy też wyższy cel i misję do spełnienia – karmi to nasze poczucie bycia ważnym.

Zachęcam do przeczytania całej książki. Ja na pewno nie raz do niej jeszcze wrócę w drodze do siebie. Pozdrawiam:)

zdrowiej-pokonaj-lek-stres-i-depresje-w-iext35239304

Kto mi pomaga wrócić do siebie

Hej! Dzisiaj chciałabym podrzucić Wam kilka namiarów na dobre terapeutyczne treści w internecie. Mogą być one uzupełnieniem terapii, albo, gdy nie macie możliwości podjąć terapii, mogą Wam pomóc w autoterapii. Dziękuję Bogu za wszystkie te osoby, które podejmują tak trudne tematy, zwłaszcza, że ich podejście jest nowatorskie i nieraz wyprzedzające tradycyjne terapie, a jednak – to działa. I działa do głębi. Powrót do wewnętrznego dziecka, relacje z narcystycznymi osobami, przemoc w dzieciństwie, dda, ddd, zespół stresu pourazowego, traumy,… to tylko część tematów, z którymi mierzą się dane osoby. Warto ich posłuchać, odnieść do swojego życia przez autorefleksję, a potrafi to naprawdę uczynić przełom w myśleniu.

  1. Fenix z popiołów – Viola

https://www.facebook.com/Fenix-Z-Popio%C5%82%C3%B3w-211354199604073/

O mnie

https://www.youtube.com/channel/UC6_Ccw3aVSYZseBKAGkLj5w

Viola podejmuje tematy związane głównie z toksycznymi relacjami i narcyzmem, ale nie tylko. Prowadzi grupę wsparcia na FB „Wolni od toksycznych relacji”. Ma dar opowiadania konkretnie i z pasją o powrocie do siebie.

2. Magdalena Szpilka

https://www.facebook.com/Magdalena.Szpilka/

https://magdalenaszpilka.com/

https://www.youtube.com/user/MagdalenaSzpilka

W ciepły i przyjazny sposób opowiada o toksycznych związkach, traumach z dzieciństwa, kontakcie z wewnętrznym dzieckiem, zdrowym wychowywaniu dzieci, emocjach.

3. Wilczycą być – Justyna Czekaj

https://www.facebook.com/wilczycabyc/

https://wilczycabyc.com/

https://www.youtube.com/channel/UCbJvgiMARJEV0g_fHiqUG1g

Ogromne źródło wiedzy o emocjach, wychodzeniu z traum, stresie pourazowym, toksycznym dzieciństwie, leczeniu matczynej rany.

4. Kasia Sawicka

https://www.youtube.com/channel/UC4FfcWV91rhP00dur0XiZzg

Wideoblog o wychowywaniu dzieci, toksycznych relacjach, relacjach z samym sobą, ogromne źródło wiedzy psychologicznej.

5. Świadome życie! Odkryj i pokochaj Siebie

https://www.facebook.com/madziowypl/

http://madziowy.pl/

https://www.youtube.com/channel/UCoyJL2is3uGkvePJ76RFwiA

Źródło cennych dochodzeniu do siebie, kontakcie z wewnętrznym dzieckiem, dda, ddd.

6. Hania Es

https://www.youtube.com/channel/UCFy7ma1sBS3OrrPUemKVrSw

Młoda studentka psychologii która na własnej skórze doświadczyła problemu z depresją. Nieco ekscentrycznie, ale z energią i sercem opowiada o zagadnieniach związanych ze zdrowiem psychicznym.

 

Na większości powyższych stron istnieje możliwość kontaktu na zasadzie rozmów na skype w celach terapeutycznych. Strony te prowadzą też głównie osoby, które same w swoim życiu uporały się z traumami z dzieciństwa i pomagają w tym innym. Polecam gorąco!

worthy

 

Ślady przemocy

Chyba nie ma wśród nas kogoś, kto nie doświadczyłby przemocy. Fizycznej, psychicznej. Jej doświadczenie na wczesnym etapie życia może w nas wsiąknąć na lata i powodować problemy z ciałem i psychiką w późniejszych etapach życia. I zwykle tak się dzieje. Trudny to temat, dla mnie też, gdyż przemocy doświadczyłam ze strony matki. I ze strony rówieśników w szkole. Ale jest rodzaj przemocy, który zostawia szczególne piętno i o nim artykuł poniżej, bo sama nie napisałabym tego lepiej.

http://www.psychologiawygladu.pl/2015/08/ciao-pamieta-konsekwencje-molestowania_6.html?m=1

Nie wiem, dlaczego temat budzi tak ogromny napływ trudnych emocji we mnie. Szczęśliwie nie byłam ofiarą przemocy na tle seksualnym. Ale można powiedzieć, że doświadczyłam podobnych emocji, jak ofiary tej przemocy (pewnie nie w takim stopniu nasilenia), gdyż były pewne niepokojące zdarzenia na tym tle w moim życiu. Może kiedyś podzielę się tym publicznie, jeśli uznam, że to komuś pomoże.

Co warto wiedzieć: nie jesteśmy sami. Szukajmy pomocy i wsparcia, nawet jeśli chwilowo wydaje nam się, że inni są tak samo źli i tylko zamierzają nas skrzywdzić.

Poroniłam… Nie mów mi tych rzeczy

Figurki i elementy dekoracyjne Parastone FIGURKA EMOTION - DZIECKO NA DŁONI - Dotyk (To hold) - biała

Bardzo trudny dla mnie wpis. Pod koniec I trymestru dowiedziałam się, że noszę martwe dziecko. Od 3 tygodni pewnie serce nie biło, choć widziałam je wcześniej bijące na USG. W czasie tych 3 tygodni były Święta, powiedzieliśmy wielu osobom, że spodziewamy się dziecka. W pracy, w której mam kontakt z ludźmi też wiele osób się dowiedziało, bo moje obowiązki zostały mocno okrojone (pracuję fizycznie). Mieszkam też na wsi i rozniosło się to pewnie błyskiem. Ale to nieważne. Ważne, że pojechałam na USG z mężem i spodziewaliśmy się już oboje ujrzeć rosnące dzieciątko (które powinno mieć już 6 cm), a zamiast tego ujrzeliśmy martwe, niespełna jednocentymetrowe dziecko. Pani ginekolog była bardzo delikatna i taktowna w tej trudnej chwili. Skierowała mnie do szpitala, gdzie poszłam na następny dzień. Spotkało mnie tzw. poronienie chybione. Dziecko umiera, a ciąża trwa dalej, miałam normalne objawy, rósł mi brzuch, piersi, miałam różne smaki jak wcześniej. Prowadziłam zdrowy tryb życia, dużo się ruszałam i nic nie zapowiadało, że dziecko nie żyje… W szpitalu przeżyłam swoje. Zaznaczę jeszcze, że niemal wszytkiego o procedurze i naszych prawach do pochowania dziecka dowiedzieliśmy się z internetu i od koleżanek na sali, nikt nam nie powiedział w szpitalu, czego się spodziewać. Kilka dni czekałam na podanie leków poronnych, gdyż wyszła mi niewielka infekcja bakteryjna. W międzyczasie na oddziale obok rodziły się dzieci, słyszałam krzyk kobiet rodzących i potem krzyk dzieci i pękało mi serce, bo ja się tego nie doczekam. W końcu doczekałam się poronienia (podania tabletek poronnych, bo moje ciało dalej uznawało, że jestem w ciąży). Była ze mną mama, był mąż w tym dniu i dzięki nim jakoś przetrwałam krwawienie i oczekiwanie na urodzenie dziecka. Najgorszy moment – prawie urodziłam je do toalety, gdy poszłam na siku, po prostu wtedy wyciekło ze mnie. Uratowałam je własnymi dłońmi, gdy czułam, że wychodzi. Położyłam na liglinę i zawołałam męża, żeby poszedł do położnych po kubek, gdzie miałam zebrać szczątki do badań (histopatologiczne w szpitalu i następnie prywatnie zdecydowaliśmy się na genetyczne). Myślałam, że przyjdzie pielęgniarka i zabierze szczątki (łożysko i moje dziecko), ale dostałam tylko kubek. I własnymi zakrwawionymi dłońmi przenosiłam łożysko, a potem moje maleństwo (miało około 1 cm) do tego kubka. Byłam w takim szoku, że emocje wyłączyły się wtedy, dopiero potem przyszły i widok mojego dziecka ciągle miałam przed oczami. Może dla niektórych jest straszne, co pisze, ale może pomoże zrozumieć osobom w podobnej sytuacji, co się wtedy dzieje, jak to przebiega. Później czekałam do późna (do około 22, czekaliśmy na lekarza) na zabieg łyżeczkowania (czyli wyczyszczenia macicy z resztek, aby później nie doszło do powikłań przy kolejnych ciążach), który miałam na szczęście w całkowitej narkozie. Rano wypuszczono mnie do domu. Pewnie po badaniach czeka mnie jeszcze pogrzeb dziecka, nadanie mu imienia w urzędzie (bo tak zdecydowaliśmy, na razie nie sposób było określić płci bez badań), i inne zusowsko-papierkowe sprawy. A później pewnie szukanie nowej pracy, jakoś trudno mi będzie zostać w tej, w której byłam (także ze względu na postawę szefowej), nie wiem jak się to potoczy. Na razie nie minął nawet tydzień. Spotkałam się z wieloma reakcjami ze strony rodziny i znajomych, którym mówiłam o stracie. Dziś chciałam napisać, czego nie mówić kobiecie, która straciła dziecko, bez względu na to, czy było małe, czy duże. Po prostu świeżo po utracie takie słowa dodatkowo wbijają nóż w serce i dają poczucie, że odbiera mi się prawo do przeżycia mojego cierpienia.

  • „40 procent ciąż tak się kończy” – serio… nie pociesza mnie, że kobiety tracą swoje dzieci, naoglądałam się takich wiele w szpitalu, nasłuchałam się płaczu i lamentów, gdy któraś dowiadywała się, że dziecko umarło, to mnie nie pociesza
  • „Jeszcze będziesz miała zdrowe dzieci” – teraz o tym nie myślę, myślę o tym, które odeszło, nie chcę zapełniać rany po nim innym dzieckiem
  • „Za 3 miesiące możecie już się starać o nowe” – nie chcę nawet o tym myśleć, na razie przeżywam stratę tego dziecka i stratę marzeń po nim
  • „Wiem, co czujesz” – nawet jeśli przeżywałaś poronienie, nie wiesz konkretnie jak ja to przeżywam: jestem inną osobą i moje dziecko nie było twoim, czuję co innego, nie umniejszaj mojego cierpienia
  • „Przecież to był płód, to nie było dziecko” – … pozostawię bez komentarza
  • „Głowa do góry, ciesz się że teraz a nie w 20 tygodniu, kiedy musiałabyś je urodzić” – jakoś nie widzę powodu do cieszenia się, także z tego, że widziałam kobiety w szpitalu, które musiały istotnie rodzić swoje martwe dzieci później
  • „Urodziłabyś chore dziecko i wtedy dopiero byłby problem” – …

Ogólnie, ludzie, proszę. Dajcie mi przeżyć moje cierpienie. Dajcie mu się wypalić. Nie chcę go chować, chcę je wypłakać, chcę aby moje dziecko miało godny pogrzeb, ono było dla mnie człowiekiem od samego początku, kimś ważnym i kochanym, nawet jeśli dopiero uczyłam się je kochać.

Co mi pomogło:

  • „Możesz mi o tym mówić, możesz się wypłakać jeśli potrzebujesz” – taka postawa męża i kilku znajomych
  • „Razem przez to przejdziemy” – i przechodzimy, razem z mężem
  • „Przykro mi” – po prostu
  • „Twoje dziecko żyje i jest w niebie” – słowa księdza
  • „Potrzebujesz czasu” – tak, potrzebuję go
  • „Jeśli mogę ci w czymś pomóc, pisz/ dzwoń” – pewnie nie skorzystam, ale dziękuję
  • Zaangażowanie mnie w drobna pracę, codzienne obowiązki, spacery, gdy już mam na to fizycznie siłę

Jeszcze odnośnie zaprzeczania własnej straty i spychania jej w kąt (co dość często ma miejsce w przypadku, gdy nie pozwalamy sobie na przeżycie jej, np. pod presją otoczenia) – to prosta droga do chorób psychicznych i depresji. Chcecie aby ktoś bliski wyszedł ze stanu żałoby szybko i podniósł uszy do góry? No to wtedy fundujecie mu/jej depresję.

Dwie strony, które mogę polecić, film i artykuł:

I jeszcze strona: https://www.poronilam.pl/co-dalej/jak-pomoc-po-poronieniu/

Mam nadzieję, że powoli dojdę do siebie. Na razie potrzebuję czasu.

Edit: takie filmy też pomagają:

2 filmy o wrażliwości

Potęga wrażliwości (polskie napisy) – Brene Brown

Dar i moc w odwadze okazywania emocji (agnielskie napisy) – Susan David

Te dwa filmy warto obejrzeć, aby zrozumieć choć trochę jakimi prawami rządzą się emocje w ludzkim życiu. Akceptacja wszystkich emocji prowadzi do życia w pełni. Negacja i wypieranie tych tzw. „negatywnych” prowadzi do wypierania z naszego życia też tych „pozytywnych” (a raczej tych które chcemy czuć i uważa się je za pozytywne). Co prowadzi do braku emocji = depresji. Lub skumulowania stłamszonych emocji i nerwicy (emocje chcą się wydostać, robią to więc w postaci różnych objawów). Nie opowiem o temacie lepiej niż obie panie powyżej, więc wygodnie się rozsiądźcie i zapraszam do seansu.

Program 6-ciu kroków. Alternatywna terapia.

Witam ciepło. Choć przeziębiona i nieco tym zdołowana, pocieszam się myślą, że wszystko minie. Także zapalenie zatok:)

Dziś mam dla Was coś z czym nie mogę wytrzymać, żeby się podzielić, mimo, że sama dopiero jestem w trakcie „przerabiania” książki/kursu pewnego doktora, naukowca, który opracował i sprawdził 6 sposobów na wyleczenie depresji bez leków. Okazuje się, że leki nie działają w każdym przypadku, a w ciężkich, nawracających przypadkach, dają niewiele, poza złagodzeniem silnych lęków (co nie znaczy, że nie należy ich brać – mnie pewnie nieraz uratowały przed otchłanią rozpaczy). Depresja, choć lekka, pozostaje, organizm przyzwyczaja się do leków, wciąż wpadamy w te same schematy myśli i działań i doprowadzamy do nawrotów. Tak było w moim przypadku. I choć dużo dała mi terapia i praca nad sobą, myślę, że warto skorzystać z programu 6-ciu kroków, które proponuje nam Stephen S. Ilardi w książce „Pokonaj depresję. Program 6 kroków bez leków”.

Na tego pana natknęłam się na kanale pogadankowo-naukowym Ted, na którym znajdziemy wiele filmów w temacie chorób psychicznych. W skrócie jako lekarz opracował program prowadzący do zmiany stylu życia na korzystny dla zdrowia psychicznego. Swoją teorię opiera na tym, że jako gatunek ludzki jesteśmy przystosowani wciąż do warunków życia człowieka pierwotnego: trybu życia zbieracko-łowieckiego, który jest dla nas najkorzystniejszy i który prowadzą do tej pory niektóre plemiona (wśród których zachorowalność na depresję jest niemal znikoma, mimo prymitywnych warunków życia). Przez lata rozwój technologiczny wyprzedził nasz rozwój ewolucyjny, zwłaszcza w XX wieku, kiedy to nastąpiła radykalna zmiana stylu życia, komputeryzacja, mechanizacja, do czego człowiek nie jest w stanie przystosować się ewolucyjnie tak szybko (to zaledwie kilka pokoleń). Stąd – jak wnioskuje doktor – nastąpiła epidemia depresji na przestrzeni ostatnich lat. Zmieniła się nasza dieta (na bardziej śmieciową), styl życia (na bardziej siedzący), kontakty społeczne (izolujemy się od innych zmysłowo), w dodatku nadmiar pracy, bodźców, obowiązków i niedomiar świeżego powietrza i odpoczynku to nasza codzienność. Autor wyłapał u swoich pacjentów, że są to zmiany które istotnie głęboko wpływają na ich samopoczucie psychiczne. I proponuje nam 6 kroków do poprawy swojego życia, nad którymi warto, abyśmy pracowali.

1. Jadłospis zawierający kwasy tłuszczowe Omega-3

2. Zaangażowanie w jakąś działalność

3. Aktywność fizyczna

4. Ekspozycja na światło słoneczne

5. Wsparcie społeczności

6. Zdrowy sen

Tak. To wszystko. I to aż tak wiele. Nie będę rozpisywać się tutaj o poszczególnych składnikach tego programu (ale myślę, że po dokonaniu zmian w sobie opiszę je w poszczególnych postach i sprawdzę, czy rzeczywiście działają:)). Na razie bardzo chciałabym wam polecić wykład doktora na Ted, do którego zamieszczę link i oficjalną stronę (po angielsku) oraz odsyłam Was do zakupu książki (niedrogo). Myślę, że warto spróbować, wg mnie nie są to kolejne naukowe brednie, ale konkretny program, który może pomóc o ile nie wyeliminować, to znacznie złagodzić depresję i nerwicę, a przynajmniej jej kliniczne postaci.

Aha, jeśli prowadzicie terapię u lekarza, warto zapytać go o zdanie na temat tej terapii oraz nie rezygnować z tej medycznej, zwłaszcza jeśli macie myśli samobójcze. Zachęcam tu tylko do wypróbowania dodatkowej metody, która może współistnieć z psychoterapią i terapią lekami.

pokonajdepresje

Tu link do wykładu na TED:

https://www.youtube.com/watch?v=drv3BP0Fdi8

Tu link do strony autora:

http://tlc.ku.edu/

Tu link do najtańszej opcji zakupu e-booka:

http://www.gandalf.com.pl/e/pokonaj-depresje-epub/

Błędy wychowawcze

Jako, że planuję zostać mamą, jakoś ostatnio czytam więcej tego typu artykułów. Po terapii, na której przeanalizowałam własne dzieciństwo, zdałam sobie sprawę z wielu błędów w wychowaniu, które zapewne były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Chcąc być świadomym rodzicem, chcę uniknąć ich na ile się tylko da, choć pewnie tkwią one we mnie wciąż głęboko i nie da się wyeliminować ich całkowicie. Ale dlaczego mam się nie starać? Dziś znalazłam cudowny artykuł podsumowujący błędy rodzicielskie (zwłaszcza względem dziewczynek) i polecam Wam go do przeczytania:

http://natemat.pl/203045,7-zdan-ktore-pozbawiaja-kobiecej-sily-slyszalas-je-w-dziecinstwie

19105775_10154996739578705_3970807473995669232_n

Rodzaje psychoterapii

Witam 😉 Bez zbędnych wstępów, chciałabym Wam dziś przedstawić główne rodzaje psychoterapii, którym warto się poddać w przypadku leczenia depresji i innych zaburzeń psychicznych. Bardziej subiektywnie: w moim przypadku leki nie przyniosły takich korzyści, jak terapie, w których uczestniczyłam na przełomie 10 lat. Podzielę się tu zarówno wiedzą, jak i osobistym doświadczeniem [w kwadratowych nawiasach] na temat danych rodzajów terapii.

Ogólnie terapie można podzielić na:

-indywidualne

-grupowe

Zalety indywidualnej terapii: na pewno większa ilość czasu przypadająca na pacjenta, pełna uwaga terapeuty. Wady: leczenie (poza szpitalnym) zwykle odbywa się w wolnym tempie (np. 1 spotkanie na tydzień/dwa), co może być niewystarczające, informacja zwrotna pochodzi wyłącznie od jednej osoby jaką jest terapeuta, osoba wyćwiczona do mówienia tego, co chce powiedzieć, a nie tego co myśli o nas, więc jesteśmy w trochę hermetycznym środowisku, nie jest to relacja typu takich jakie mamy na zewnątrz; kolejna wada to cena (jeśli nie jest na NFZ, potrafi kosztować nawet do 200 zł za godzinę – ale to cena warszawska, zwykle płaciłam 80-100 zł) oraz terminy – np. zapisujemy się na pierwszy wolny termin który jest np… za pół roku:P Czasem trzeba poszukać żeby trafić na psychoterapeutę przy którym czujemy się rozumiani.

Zalety grupowej: przeważnie jest intensywna (co może też być wadą), odbywa się często (np. codziennie, co tydzień, lub jak meetingi AA np. 2 razy w tygodniu), mamy tam ludzi z różnych środowisk i widzimy jak jesteśmy przez nich postrzegani, dostajemy wiele informacji zwrotnych, niektóre bolesne, ale tym bardziej mogą nas one skłonić do autorefleksji. Wady: wymaga dużej siły woli do walki z chorobą, przełamania się w mówieniu i uważnego słuchania, jeśli chcemy z niej wynieść więcej. W najcięższych fazach choroby liczba bodźców może być zbyt trudna do udźwignięcia. Warto mieć więc za sobą terapie indywidualne [i z własnych obserwacji: trochę kultury i szacunku wobec innych ludzi].

Oba rodzaje terapii nie należą do łatwych do przejścia. Trzeba mieć świadomość, że aby otrzymać pomoc, trzeba też dać coś z siebie, a nie tylko przyjść na terapię (i przysypiać). Im więcej naszego zaangażowania, tym więcej możemy zyskać.

 

Kolejny podział dotyczy nurtów, w jakich odbywają się terapie. Podziały te są różne w wielu źródłach, ale zazwyczaj możemy wyróżnić:

– terapię behawioralną i behawioralno-poznawczą

– terapię psychodynamiczną (wersja pogłębiona zawiera więcej psychoanalizy)

– terapię psychoanalityczną

[Z tego, co wyniosłam z różnych źródeł i rozmów zasadniczo wszystkie terapie skupiają się na problemach, ale nacisk kładziony jest na inne zagadnienia. W terapii behawioralnej i behawioralno-poznawczej zasadniczo uwaga kładziona jest na wydarzenia obecne oraz zmianę zachowań, które mogą nam przeszkadzać w życiu i pogłębiać negatywne stany, uczymy się na nowo funkcjonowania w środowisku i relacji z samym sobą i innymi ludźmi; w terapii psychodynamicznej i psychoanalitycznej duży nacisk kładzie się na wydarzenia z przeszłości i to, jaki wpływ mają one na nasze obecne zachowania, odkrycie w podświadomości ran z których nawet mogliśmy sobie nie zdawać sprawy, przeżycie nieprzeżytych doświadczeń, uwolnienie się od nich i świadome działania prowadzące do zmiany kształtowania całej osobowości – jest to o wiele głębszy proces niż na terapii behawioralnej.]

Przytoczę tu jeszcze kilka fragmentów z dobrych źródeł, na temat każdej z terapii.

 

TERAPIA BEHAWIORALNO-POZNAWCZA

„Aktywacja behawioralna podnosi świadomość przyjemnych czynności i dąży do wzmocnienia pozytywnych interakcji między pacjentem a jego środowiskiem.

Terapia poznawczo-behawioralna koncentruje się na obecnych negatywnych zapatrywaniach pacjenta, ocenia, jak one wpływają na jego obecne i przyszłe zachowania i dąży do restrukturyzacji tych zapatrywań i zmiany nastawienia.”

„Terapie behawioralne (zachowawcze) i kognitywne (poznawcze) mają na celu podniesienie samooceny pacjenta oraz zmianę jego sposobu postrzegania otoczenia. Terapie te wpływają również na jakość snu, skłaniają do wykonywania czynności sprawiających przyjemność itd. Skuteczność tych metod leczenia depresji, w połączeniu z zażywaniem antydepresantów, została potwierdzona badaniami. Co więcej terapie te znacząco zmniejszają ryzyko nawrotu choroby. Inną zaletą terapii jest stosunkowo krótki czas trwania: 12 do 26 seansów.”

„Terapia kognitywna to stosunkowo nowa forma psychoterapii, która uczy ludzi zmiany negatywnych myśli, często niezgodnych z rzeczywistością, na pozytywną wizję świata. (…) psychoterapia daje ludziom chorym na depresję narzędzia, dzięki którym są w stanie samodzielnie radzić sobie z problemami, czego nie są w stanie uczynić leki.”

„Behawioryzm zakłada, że depresja to skutek przewagi karania i nadmiernej krytyki nad nagradzaniem (pochwałą). Koncepcje poznawcze wnoszą, że osoby chorujące na depresję mają obniżone poczucie własnej wartości, są pesymistami i widzą wszystko „w czarnych barwach”, gdyż prezentują nieprawidłowy sposób myślenia o sobie i otaczającym świecie oraz niewłaściwie interpretują relacje z innymi. Psychoterapia ma demaskować patologiczne wzorce myślowe, zastępować je bardziej skutecznymi i uczyć zdrowych reakcji na różne doświadczenia życiowe.”

I UWAGA, coś dla tych chcących zgłębić temat:

„Główne założenia

Podejście poznawczo-behawioralne opiera się na założeniu o wzajemnym wpływie myśli, emocji i zachowań. Człowiek nadając znaczenie napotykanym sytuacjom i doświadczeniom tworzy indywidualny obraz świata. Napływające informacje są automatycznie wzmacniane lub odrzucane w zależności od tego czy pasują do posiadanego systemu przekonań lub aktualnego stanu. Wobec tego ta sama sytuacja może więc zostać zupełnie inaczej zinterpretowana przez dwie różne osoby. Na przykład osoba przygnębiona jadąc samochodem będzie zwracać uwagę raczej na czerwone światła i korek, utwierdzając się w przekonaniu, że zawsze trafia “czerwoną linię”, a świat jak zwykle sprzymierza się przeciwko niej. Oczywiście to tylko pogłębi jej przygnębienie i zdenerwowanie. Na tej samej trasie pozytywnie nastawiona osoba może dostrzegać głównie zielone światła i cieszyć się z płynnego przejazdu. Nadane znaczenie wpływa na to jakich emocji człowiek doświadcza i jakie podejmuje działania.

Istotą terapii poznawczo-behawioralnej jest zatem odkrycie, podważenie i zmodyfikowanie negatywnych, niepełnych, zniekształconych, czy przesadzonych interpretacji. Interpretacje te według podejścia poznawczo-behawioralnego, leżą u podłoża problemu. Dzięki zmianie naszych nieadaptacyjnych myśli i interpretacji możemy zmienić wypływające z nich, nieprzystosowawcze zachowania. Terapię tę z powodzeniem stosuje się w leczeniu zaburzeń o podłożu depresyjnym oraz lękowym.

Przyczyny zaburzeń

Źródłem zaburzeń jest nieadaptacyjny sposób myślenia, a więc taki który wpływa na pojawienie się nieprzyjemnych emocji, odczuć fizycznych i nieadekwatnych reakcji. Negatywna interpretacja bieżących doświadczeń może wypływać z aktualnego samopoczucia np. przygnębienia czy zdenerwowania jak w powyższym przykładzie. Może być także konsekwencją utrwalonych schematów poznawczych dotyczących obrazu siebie, świata i innych ludzi.

Schematy to zbiór przekonań stanowiących filtr dla napływających informacji – elementy pasujące do schematu są akceptowane, a niepasujące odrzucane. Osoba, która postrzega siebie jako nielubianą będzie interpretowała napotykane sytuacje przez ten filtr. Na przykład mijając na ulicy znajomego, który jej nie zauważy uzna, że została celowo zignorowana, podczas gdy obiektywnych przyczyn może być wiele, chociażby roztargnienie znajomego. W ten sposób nieprzystosowawcze schematy i wypływające z nich emocje i zachowania są utrwalane przyczyniając się do podtrzymywania problemu.

Forma terapii

Terapia poznawczo-behawioralna skupia się na teraźniejszości szukając rozwiązań dla aktualnych trudności. Trwa zazwyczaj od 6 tygodni do 6 miesięcy. W trakcie całej terapii dynamicznie tworzony jest obraz problemu pacjenta, a tym samym na bieżąco dopasowywane są najskuteczniejsze działania. Podczas sesji problem klienta rozkładany jest na pięć wzajemnie na siebie wpływających czynników składowych – omawiana jest konkretna sytuacja, charakterystyczny sposób myślenia jaki się podczas niej pojawia, emocje i odczucia fizyczne, które takie myślenie wywołuje oraz działanie będące konsekwencją poprzedzających elementów. Dzięki takiemu podejściu do problemu możliwa jest analiza poszczególnych elementów pod kątem ich racjonalności, logiczności oraz poznanie ich wzajemnego wpływu na siebie.

W podanym wyżej przykładzie sytuacja to niezauważenie przez znajomego na ulicy. Pojawiające się automatycznie nieadaptacyjne myśli „Zignorował mnie celowo, bo mnie nie lubi”. W wyniku takiej interpretacji pojawiają się przykre emocje i odczucia fizyczne: smutek, przygnębienie, roztrzęsienie. Pod ich wpływem osoba wraca do domu rozmyślając o tym, że nikt jej nie lubi (uogólnienie i utrwalenie przekonania) i rezygnując z zaplanowanych na ten dzień zajęć (zachowanie).

Podczas sesji dociera się do nieadaptacyjnych myśli (poznawczy element terapii), aby następnie podważyć ich racjonalność i poszukać korzystniejszych alternatyw. W przykładzie ta sama sytuacja mogłaby wywołać pozytywną myśl „Ale ten Janek zamyślony, przeszedł tuż obok i nawet mnie nie zauważył!”. Ta myśl może wywołać rozbawienie (emocje) i zachęcić do skontaktowania się z Jankiem (zachowanie) żeby uświadomić mu jego zachowanie i zapytać co u niego słychać. Pozytywna myśl w przeciwieństwie do nieadaptacyjnej może przyczynić się do odświeżenia i wzmocnienia kontaktu ze znajomym.

Niejednokrotnie zaczyna się terapię od zmiany zachowań, wytwarzania nowych zdrowych nawyków (element behawioralny terapii). Klient jest zachęcany do przeprowadzania eksperymentów behawioralnych, w których ma możliwość testowania własnych przekonań poprzez wypróbowywanie nowych zachowań i reakcji. W powyższym przykładzie terapeuta z klientem mogliby odegrać symulację tej sytuacji zaczynając od zmiany zachowania – klient dzwoni do znajomego, aby wyjaśnić zdarzenie. Następnie zastanawiając się jakie myśli mogłyby doprowadzić do takiej reakcji i jakie byłyby jej konsekwencje.W całej terapii elementy poznawcze i behawioralne wzajemnie się przeplatają i dopełniają.

Metoda terapii

Terapia poznawczo-behawioralna wykorzystuje wiele, wzajemnie uzupełniających się technik poznawczych i behawioralnych. Zgodnie z ogólnie stosowaną zasadą “im większa jest dysfunkcja tym więcej technik behawioralnych, w miarę poprawy stanu klienta częściej wykorzystuje się techniki poznawcze”. Kluczowa dla efektywności całej terapii i poszczególnych technik jest dobra relacja terapeuty z klientem.

Wśród technik poznawczych podstawową i najstarszą techniką jest dialog sokratejski. Jego celem jest dotarcie do problemowych obszarów w systemie poznawczym klienta, odkrycie tendencyjności w myśleniu oraz ustalenie nowych sposobów myślenia do testowania rzeczywistości. Terapeuta stosując dialog sokratejski – poprzez serię pytań prowadzi klienta do odkrycia przekonań i założeń leżących u podłoża automatycznych myśli. Pyta, empatycznie słucha i podsumowuje wypowiedzi klienta, ale nie wyraża własnych opinii ani nie daje rad. Zwraca szczególną uwagę na pojawiające się sprzeczności i prosi o ich wyjaśnienie. Poprzez zachęcanie do uszczegóławiania, wyjaśniania i refleksji terapeuta prowadzi klienta do formułowania nowych wniosków i rozwiązań. Dialog sokratejski zawiera także elementy innych technik poznawczych takich jak: klaryfikacja, sondowanie, paradoks i inne.

Paradoks i przesada mogą wywołać szybkie zmiany w myśleniu. Ich skuteczność w identyfikacji i modyfikacji zniekształceń w myśleniu jest jednak zależna od relacji terapeutycznej i poczucia humoru obu stron.

Aby przerwać lawinę automatycznych myśli często stosuje się rozpraszanie i przenoszenie uwagi. Ta technika jest często stosowana m.in. w leczeniu schizofrenii. Przerwanie można osiągnąć za pomocą nagłego, intensywnego bodźca np. klaśnięcia. Następnie myśli powinny zostać przekierowane na wymagające uwagi zadanie np. odejmowanie w myślach 6 zaczynając od stu.

Dzięki wykorzystaniu zapisu myśli klient może lepiej poznać siebie – odkryć pod wpływem jakich myśli w określonych sytuacjach pojawiają się u niego przykre reakcje emocjonalne i nieadaptacyjne zachowania. Jednocześnie szuka alternatywnych interpretacji w miejsce nieprzystosowawczych, automatycznych myśli.

Wykorzystując zasady warunkowania i modelowania, leżące u podstaw procesu uczenia się, klient poznaje możliwe konsekwencje zmiany zachowań, a także wytwarza nowe korzystne reakcje i adaptacyjne nawyki. W terapii poznawczo-behawioralnej klient uczy się rozpoznawać negatywne myśli i leżące u ich podłoża założenia, weryfikować je oraz właściwie na nie reagować. Zadania klienta, polegające na testowaniu prawdziwości swoich przekonań, założeń i oczekiwań oraz nabywaniu nowych doświadczeń, wykraczają poza czas sesji i są ułożone według stopnia trudności, tak aby kończyły się sukcesem. Obalenie hipotez stanowi źródło sukcesu i przerywa błędną pętlę wzajemnych zależności między myślami, emocjami i zachowaniami.

W terapii poznawczo-behawioralnej stosuje się także trening zaszczepiania stresu, którego celem jest zmiana automatycznie pojawiających się u klienta stwierdzeń na temat własnej osoby, aby zmienić jego podejście do sytuacji stresowych. Następnie omawiany jest wpływ wewnętrznego dialogu na zachowania klienta oraz ustalana jest treść nowych, bardziej przystosowawczych stwierdzeń, które będą stosowane w stresujących sytuacjach. W kolejnej fazie – nabywania nowych umiejętności, klient uczy się wykorzystywać ustalone stwierdzenia w warunkach stresu. Ostatni etap to przeniesienie nabytych podczas sesji terapeutycznych umiejętności radzenia sobie ze stresem na rzeczywiste sytuacje stresowe poza gabinetem.

Mocne strony

Terapia poznawczo-behawioralna mocno rozwija samoświadomość klienta. Dzięki uświadomieniu wzajemnych wpływów myśli, emocji i zachowania rozwija poczucie sprawstwa i kontroli. Klient zostaje wyposażony w narzędzia i techniki, które może wykorzystywać poza terapią, także po jej zakończeniu, w celu samodzielnego radzenia sobie z problemami i zapobiegania nawrotom. W konsekwencji zdemaskowania nieadaptacyjnych myśli i ich zamiany na bardziej przystosowawcze przekonania wzrasta także samoocena i motywacja do działania. Techniki identyfikowania i przerywania negatywnych myśli są wykorzystywane jako element wspomagający terapię także w innych podejściach terapeutycznych. Na technikach poznawczo-behawioralnych opiera się większość terapii grupowych.

Ten typ terapii jest skuteczny w leczeniu różnych form depresji i zaburzeń lękowych (także u dzieci), zespołu stresu pourazowego, fobii społecznej, napadów paniki, zaburzenia obsesyjno-kompulsywnego. Terapia poznawczo-behawioralna przynosi lepsze efekty w leczeniu objawów bulimii niż farmakoterapia. Jest efektywna również w leczeniu zaburzeń somatycznych o podłożu psychicznym. Ponadto terapia ta może być z powodzeniem stosowana w radzeniu sobie ze stresem, czy w resocjalizacji przestępców. Dobre efekty przynosi także w zmniejszaniu depresyjnych i lękowych symptomów zespołu stresu przedmiesiączkowego oraz leczeniu depresji okołoporodowych.

Ograniczenia

Wyniki badań nad długoterminowymi efektami terapii poznawczo-behawioralnej nie są jednoznaczne. Choć terapia ta może pomóc w krótkim czasie uporać się z przykrymi dolegliwościami i objawami, nie dociera ona jednak do psychologicznego podłoża problemu. [Co u mnie było przyczyną podjęcia terapii psychodynamicznej.] W konsekwencji ten sam, niezlikwidowany głęboki problem może ujawnić się po jakimś czasie pod postacią innych symptomów zewnętrznych. Terapia wymaga od klienta umiejętności wglądu we własne myśli, emocje i ukryte założenia. W dużej mierze opiera się na pracy własnej klienta, który dostaje do wykonania „prace domowe”. Zadania domowe, na których w dużym stopniu opiera się efektywność terapii mogą zostać odrzucone, czy zaniedbane przez klienta, szczególnie gdy terapeuta nie wyjaśni ich celu i nie poda jasnego związku z trudnościami klienta. Uzyskanie rzeczywistych i trwałych efektów wymaga czasu i ćwiczeń. Podważanie negatywnych myśli i poszukiwanie przystosowawczych alternatyw w stanie przygnębienia, czy silnego lęku może stanowić dla klienta zbyt duże wyzwanie.”

 

TERAPIA PSYCHODYNAMICZNA

„Terapia psychodynamiczna koncentruje się na przeszłych konfliktach nierozwiązanych oraz związkach, a także na wpływie, jakie one mają dla obecnej sytuacji pacjenta.”

„Terapia psychodynamiczna jest dzieckiem psychoanalizy, ale stanowi odrębne podejście ze względu na liczne modyfikacje odróżniające ją od pierwowzoru. Jak sama nazwa sugeruje, terapia psychodynamiczna skupia się na dynamice osobowości jednostki.

Główne założenia

Założeniem podstawowym jest istnienie podświadomości. Zgodnie ze stanowiskiem psychodynamicznym, nie można wyjaśniać zaburzeń bez odwoływania się do tego pojęcia. Diagnoza psychodynamiczna ma charakter ciągły, jest formowana przy współudziale pacjenta, przez cały czas trwania terapii. Używane są psychoanalityczne pojęcia oporu, przeniesienia, przeciwprzeniesienia, w ich klasycznym rozumieniu. Głównym celem psychodynamicznie zorientowanych interwencji jest dotarcie do nieświadomych treści powodujących zaburzenia, wydobycie ich na światło świadomości i konstruktywne ich przepracowanie. Terapeuci psychodynamiczni koncentrują uwagę na różnych okresach życia człowieka, nie tylko na dzieciństwie (choć na nim również) : od wydarzeń z odległej przeszłości, aż po sytuacje bieżące. Duży nacisk kładzie się na relacjach interpersonalnych.
Przyczyny zaburzeń

Objawy są zjawiskiem wieloprzyczynowym, u ich źródła mogą leżeć wewnętrzne konflikty jednostki, deficyty rozwojowe i defekty organiczne. Wiele problemów psychicznych powstaje w okresie dzieciństwa, kiedy młode ego nie radzi sobie z zadaniami a nierozwiązane konflikty są spychane do nieświadomości, co powoduje obciążenie psychiki i nasila działanie mechanizmów obronnych.
Forma

Nie istnieje też jeden właściwy wzorzec terapii psychodynamicznej – obowiązuje zasada zasada indywidualizacji procesu terapii. Leczenie trwa zwykle w granicach kilka miesięcy do kilku lat. Sesje odbywają się średnio raz w tygodniu i trwają około godziny. Terapeuta siedzi naprzeciwko klienta i stosuje aktywną komunikację. Terapia psychodynamiczna może być indywidualna, grupowa, rodzinna i małżeńska.
Metody

Proces terapeutyczny opiera się na relacji klient – terapeuta. Podstawową techniką jest dialog terapeutyczny, mający pomóc klientowi w zrozumieniu źródeł i konsekwencji jego funkcjonowania. W rozmowie analizuje się trwałe, nieprzystosowawcze schematy zachowania, które korzeniami tkwią w nieświadomości pacjenta. Bardzo ważne jest rozumienie pacjenta przez terapeutę, nadrzędne w stosunku do interwencji terapeutycznych o charakterze wypowiedzi lub milczenia terapeuty. Terapeuci stosują metody klaryfikacji, konfrontacji, interpretacji, udzielają również wsparcia, z elementami poradnictwa i psychoedukacji. Współcześni terapeuci psychodynamiczni silnie koncentrują się na relacjach interpersonalnych, szczegółowo analizują zjawiska przeniesienia i przeciwprzeniesienia, generalizując je na sytuacje pozaterapeutyczne, na niemal wszystkie zaburzone relacje danej osoby.

Mocne strony

Terapia psychodynamiczna pozostaje najlepszą propozycją dla osób szukających głębszego wglądu w siebie i pragnących przemiany osobowościowej.

Ograniczenia

Ta forma leczenia ukierunkowana jest na wprowadzanie długotrwałych modyfikacji w obrębie osobowości, natomiast okazuje się mniej skuteczna, gdy cel stanowi osiągnięcie szybkich zmian zachowania.”

 

TERAPIA PSYCHOANALITYCZNA

„Psychoanaliza jest modelem terapii opracowanym przez wiedeńskiego neurologa Zygmunta Freuda (1856-1939), opartym na wypracowanej przezeń koncepcji ludzkiej psychiki. Zarówno sam Freud, jak i jego następcy wielokrotnie modyfikowali ów system, ale w zasadniczych zrębach przetrwał on do dziś.

Główne założenia

Z psychoanalitycznego punktu widzenia umysł składa się ze świadomości, czyli obszaru, do którego mamy bezpośredni dostęp oraz przedświadomości i podświadomości. Przedświadomość stanowi jak gdyby przedsionek świadomości, zawiera treści, ku którym aktualnie nie kierujemy wolicjonalnej uwagi, myśli stłumione, jednak pod pewnymi warunkami możliwe do pomyślenia. Natomiast podświadomość gromadzi materiał usunięty, wyparty ze świadomości. Wyparcie dotyczy motywów, które stanowią zagrożenie dla życia psychicznego, mogą wywołać lęk i doprowadzić do rozpadu osobowości. Psychika radzi sobie z niepożądanymi myślami, ideami, przekonaniami i konfliktami izolując je, utrzymując z dala od umysłu, aby ten mógł w miarę poprawnie funkcjonować. Jednakże odgradzanie owych niebezpiecznych treści od świadomości pochłania bardzo dużo energii i powoduje nadmierne obciążenie. Psychika zabezpiecza się przed inwazją podświadomości stosując różnorodne mechanizmy obronne, na przykład projekcję, identyfikację, racjonalizację. Głównym celem psychoanalizy jest wydobycie wypartych treści na światło świadomości, aby klient uzyskał wgląd w ów materiał i mógł przepracować go, a odzyskaną w ten sposób energię psychiczną obrócić na integrację osobowości i poprawę swojej sytuacji życiowej.

Przyczyny zaburzeń

Podejście psychoanalityczne upatruje przyczyn zaburzeń w przeciążeniu podświadomości wypartymi treściami. Owe niepożądane myśli są częstokroć pochodną konfliktów doświadczanych we wczesnym rozwoju psychoseksualnym, w okresie dzieciństwa (stadia tego rozwoju opisał Freud). Istotnym powodem są również niezgodności pomiędzy składnikami osobowości – “ id” (popędem, libido), którego zasadą jest przyjemność a “superego” (świadomością nakazów i zakazów obowiązujących w społeczeństwie), którego zasadą jest moralność. Nieakceptowalne popędy są więc zepchnięte do podświadomości i tam uwięzione. Psychoanaliza pomaga zatem klientowi w rozwiązywaniu zaprzeszłych konfliktów, nieustannie rzutujących na teraźniejszość.

Forma terapii

Terapia psychoanalityczna przybiera formę bardzo częstych, odbywających się nawet kilka razy w tygodniu sesji, trwających około godziny. Leczenie trwa zazwyczaj kilka lat. W klasycznym ujęciu klient leży rozluźniony, a analityk siedzi poza zasięgiem jego wzroku, aby wyeliminować wpływ komunikacji niewerbalnej. Terapeuta uwolniony od interakcji twarzą w twarz przysłuchuje się wypowiedziom klienta, wychwytując motywy i wzorce ujawniające się w prezentowanym przezeń materiale.

Metody terapii

Istnieją cztery podstawowe techniki terapii psychoanalitycznej, wszystkie one mają za zadanie pomóc w wydobyciu wypartych wspomnień.

  • Analiza swobodnych skojarzeń. Klient spontanicznie relacjonuje wszystko, co przychodzi mu na myśl, nieważne, jak bardzo jest to osobiste, bolesne lub pozornie błahe. Freud uważał, że skojarzenia nie są przypadkowe i torują dostęp do niejawnego materiału. Terapeuta łączy  pozornie niezwiązane wyobrażenia i przekonania klienta, tworząc interpretacje i wskazując ukryte związki pomiędzy  problemami klienta a wypartymi (nieświadomymi) wydarzeniami i fantazjami.
  • Analiza snów – „królewska droga do nieświadomości”. Podczas snu mechanizm wyparcia słabnie, toteż zakazane uczucia i pragnienia mogą pojawiać się w snach. Niektóre motywy są jednak do tego stopnia nieakceptowalne, że nawet w snach nie przybierają jawnej postaci, kryją się pod szyframi i symbolami. Sen zawiera więc dwa rodzaje treści: jawną oraz ukrytą. Zadanie terapeuty polega na odczytaniu zaszyfrowanych znaczeń.
  • Analiza oporu. Osoba poddana psychoanalizie może doświadczać oporu – niechęci bądź niemożności mówienia o pewnego rodzaju przeżyciach. Ponadto klient może zacząć sam dokonywać nazbyt uproszczonych interpretacji czy spóźniać się na sesję lub w ogóle o niej „zapomnieć”. Opór nie pozwala bolesnym treściom przedostać się do świadomości, toteż jego źródła muszą zostać zbadane, jeżeli dana osoba ma skonfrontować się z własnymi problemami, by nauczyć się skutecznie je rozwiązywać.
  • Analiza przeniesienia i przeciwprzeniesienia. Często klienci nieświadomie obdarzają terapeutów uczuciami, które wcześniej przeżywali w relacjach z innymi osobami (np. miłość, wrogość, poczucie odrzucenia). Proces ten nosi nazwę przeniesienia. Terapeuta winien zinterpretować owe reakcje emocjonalne jako rodzaj projekcji odkrywających to, co ważne w życiu klienta i pomóc klientowi w dostrzeżeniu, zrozumieniu i przepracowaniu relacji przeniesieniowej. Jednocześnie może zapewnić korekcyjne doświadczenie emocjonalne czyli zneutralizować  ukryte dotąd konflikty, powtarzające się w życiu klienta. Terapeuta również może doświadczać uczuć wobec klienta i reagować zgodnie z przeniesieniem a mało obiektywnie, co nazywamy przeciwprzeniesieniem. Obydwa te mechanizmy należy wykorzystać w terapii.

Mocne strony
Terapia psychoanalityczna umożliwia klientom lepsze poznanie i zrozumienie siebie, jak również mechanizmów rządzących ich psychiką. Pozwala uwolnić się od wewnętrznych konfliktów i lęków, co rzutuje na poprawę relacji z otoczeniem. Sięga do zadawnionych traum i umożliwia ich przepracowanie. Psychoanalityk poświęca jednostce bardzo dużo czasu, co zwykle okazuje się nagradzające dla klienta, który znajduje się w centrum uwagi.

Ograniczenia

Nie można jednak zaprzeczyć, że to  metoda żmudna i czasochłonna, wymagająca inwestycji finansowych i obustronnego zaangażowania emocjonalnego. Ponadto opiera się na koncepcji nieweryfikowalnej empirycznie. Często pojawiają się też zarzuty, że psychoanalitycy nie przywiązują dostatecznej wagi do bieżących, realnych problemów klienta, koncentrując się na szukaniu nieświadomych konfliktów w odległej przeszłości.”

 

[Z własnych obserwacji: wydaje się, że terapia, w której brałam udział zawierała w sobie zarówno elementy psychodynamicznej, behawioralno-poznawczej, jak i psychoanalitycznej i w zależności od tego, z jakimi problemami każdy z nas zmagał się na terapii, wykorzystywał sam (nawet nieświadomie) nurt który mu odpowiadał: u mnie był to nacisk na psychoanalizę, gdyż elementy behawioralne przepracowałam już w dużej mierze na poprzednich terapiach i w miarę radzę sobie w życiu codziennym. Niemniej powiem, że psychoanaliza potrafi być bardzo bolesna i nie każdy chce kopać tak głęboko w sobie, by dokopać się do pierwotnych lęków, które potrafią być przerażające. Jednak zależało mi na tym, aby zminimalizować ryzyko nawrotów depresji, które występowały pomimo mojego dbania o siebie. W trakcie terapii odczuwałam duże objawy somatyczne typowe dla depresji i nerwicy, ale widocznie było to potrzebne (nie jestem psychologiem aby się wypowiadać) aby przejść jeszcze raz przez te objawy i zobaczyć coś, czego wtedy mogłam nie widzieć. Intuicyjnie czuję, że terapia pomogła, ale potrzebuję teraz dużo pracować nad sobą, aby utrwalić pozytywne wzorce w moim życiu.]”

 

19895063_782899451889459_1132310962163240761_n

Źródła:

http://www.psychologia.edu.pl/obserwatorium-psychologiczne/1727-rozne-rodzaje-psychoterapii-daja-podobne-korzysci-w-przypadku-depresji.html

https://portal.abczdrowie.pl/depresja-jaka-psychoterapie-wybrac

https://portal.abczdrowie.pl/psychoterapia-depresji

http://www.depresja.net.pl/rodzajedepresji.php

https://mojapsychologia.pl/terapie/1,terapia_poznawczo_behawioralna.html

https://mojapsychologia.pl/terapie/2,podejscie_psychodynamiczne.html

https://mojapsychologia.pl/terapie/3,podejscie_psychoanalityczne.html

„Depresja – niewidzialny wróg” Joanna Jankiewicz, wyd. Złote Myśli