Do wszystkich kobiet w moim życiu

Uwaga, będzie niecenzuralnie. Pisałam to w złości, która wciąż we mnie wrze…

Znalezione obrazy dla zapytania złość

Do wszystkich kobiet, które kiedykolwiek mnie skrzywdziły. Fuck you! Walcie się!

Nie tego oczekuję po kobietach – wzajemnego wbijania sobie noży w plecy. To poniżej wszelkiej krytyki. Pierdolę takie coś!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Zacznę od Ciebie mamo, bo mam już dość ukrywania, jak bardzo mnie skrzywdziłaś. Nie chciałaś mnie. Chciałaś drugiego syna. Albo dziecka które umarło przede mną. Nawet nie wiedziałam o tym! Nic nigdy nie mówiłaś! Nic! Chciałaś, abym od razu była dorosła, nie przeszkadzała Ci w cholernie ważnej pracy i była zawsze grzeczna i niesprawiająca problemów. Od niemowlaka. Mogę się założyć, że zostawiałaś mnie do wypłakania, że nie było Cię przy moim łóżku, bo pamiętam tylko tatę! I on był, a po Tobie została wielka ziejąca rana, którą próbuję zalepić całe życie. Wkurwia mnie to! Wkurwia mnie to, że nie byłaś mi mamą, ale katem! Że chciałaś na siłę, abym była inna, nie akceptowałaś mnie takiej, jaką byłam! Nie widziałaś moich dobrych stron, wytykałaś każde najdrobniejsze potknięcie! I wiesz, co mnie wkurwia najbardziej? Jako 4-letnie dziecko zostawiłaś mnie samą w szpitalu! Kto tak kurwa robi? Bo chyba nie matka! I jeszcze coś! Pewnie byłam jeszcze młodsza, gdy biłaś mnie prawie do nieprzytomności! Pamiętam tylko strach i ogromny ból! Nieważne, czy to była moja twarz, plecy, czy pośladki, wszystko bolało. Byłaś jak kat w furii, który chce zabić. I pewnie zabiłabyś, gdyby cię mój tata w porę raz nie powtrzymał. Nienawidzę Cię za to! Moim największym przekleństwem jest, że jednocześnie Cię kocham i oddałabym za Ciebie życie. A Ty mnie sponiewierałaś już na samym starcie i sprawiłaś, że zawsze później szukałam tylko odrzucenia, bólu i kopa w dupę od wszystkich moich kobiecych znajomości, od wszystkich koleżanek i przyjaciółek (już ex). Bo tego mnie nauczyłaś kurwa! Że życie boli i mam dostać w dupę i każda kobieta chce tylko wbić szpilę drugiej! Ale to nie od Ciebie się zaczęło! Zaczęło się od wiecznie krytykującej babci, której też nie mogę znieść, dlatego odcięłam się możliwie daleko od niej. I nie mam wyrzutów sumienia! Zasłużyła sobie na to, żeby zostać sama, ciągłym krytykowaniem i zabarwianiem mojej rzeczywistości na czarno! Mam jej cholernie dość! I Ciebie też. Mam dość słuchania informacji od Ciebie, bo całe życie przekazujesz mi tylko informacje: jaka kurwa była pogoda, co się złego zdarzyło na świecie i co robiłaś. Nigdy, przenigdy nie powiedziałaś mi, jak czuje się Twoja dusza, co czujesz do mnie, bo mogę się założyć, że nigdy tego nie czułaś – nie kochałaś mnie. Dlatego mi o tym nie powiedziałaś! Że to nie jest miłość, bo nie umiesz kochać siebie, a co dopiero mnie! To jest tylko jedno wymaganie za drugim. Pamiętasz, jak mówiłaś, że wolałabyś za córkę Agnieszkę, bo ona sobie rzekomo ze wszystkim tak cudownie radziła (gówno prawda, miała depresję i paliła fajki jedną za drugą)? Wtedy już wiedziałam, że nigdy nie dotrę do Twoich uczuć, wtedy wszystko się załamało, postanowiłam dalej iść bez Ciebie. Ale wleczesz się za mną i nie potrafię wyrazić, jak bardzo jestem wściekła, że nie mam matki! Że kurwa całe życie Ciebie nie było! Bo ważniejsza była praca! Nawet dla brata to ja musiałam być matką, czytałam mu książki, rozmawiałam z nim, bo Ty nie potrafiłaś! Nie wiem, jak głęboko są Twoje uczucia, ale mam to gdzieś. Teraz idę sama i zadbam o siebie sama!

Najgorsze jest to, że potem pojawiły się kolejne kobiety, które kochałam, a które wbiły mi nóż w plecy. Gośka, która mnie szantażowała, w końcu odeszła, opuściła mnie, albo ja dałam się opuścić, bo tylko to znałam. Agnieszka, która całej szkole powiedziała, że moczę się w łóżko. Śmierć towarzyska i miejscowa gwarantowana. A wcześniej w żywe oczy mówiła mi, że jestem dla niej jak siostra. Gówno! Więcej w to nie uwierzę, nie chcę. Oczywiście mama miała to gdzieś, bo gówno ją obchodziły moje sprawy. Bo było to kurwa niewygodne. Chciałaś tylko, żebym się nie moczyła, więc zabrałaś mnie na zabiegi, które nie były konieczne, bo byłam zdrowa! Byłam chora z emocji, z braku uczuć od Ciebie. A lekarze tylko mnie zgwałcili i zabrali resztki siebie. Czuję się z tym strasznie… Zaufałam Ci, a Ty oddałaś mnie w obce ręce. Moje ciało w obce ręce, które zadawały ból! Nienawidzę Cię za to!

Potem była Aga, ona także mnie opuściła, gdy nasze klasy się rozeszły. Wiecznie zabiegałam o jej uwagę, pośród jej setek koleżanek. Gdy w końcu nie przyszła na mój ślub… – cóż, życzę jej szczęścia, bo była dobrą przyjaciółką, ale nasze drogi się rozeszły, nie zamierzam żebrać o czyjś czas i uwagę.

Potem Marta. Nieszczęsna Marta. Zaufałam jej, naiwnie myśląc, że tym razem będzie inaczej. Wbiła mi nóż w plecy, gdy zachorowałam na depresję. Że jestem żałosna. Najgorsze było to, że zdusiłam tą złość w sobie i jej jeszcze pomagałam przez większość liceum. Uprzejmie i z życzliwością. Trzeba było ją wziąć i nią potrząsnąć. I wygarnąć wszystko, jaka z niej była fałszywa pizda! Ale nie mogłam się złościć, bo dostałabym od matki kolejny znak, że mnie nie chce gdy się złoszczę, a tego nie mogłam dłużej znieść. Pierdolę takie znajomości.

No i Olga. Dziś się odezwała, jakby nigdy nic. Czy możemy pogadać. A przez rok jej nie było, gdy przypominałam o swoim zasiłku macierzyńskim. Nie złożyła podania o urlop macierzyński dla mnie. Pierdolę kasę, którą bym z tego miała. To tak, jakby nie uznała, że to dziecko było. Pierdolę, ważne, że ja wiem, że urodziłam dziecko. Chorobowe w moich papierach tylko teraz odstrasza pracodawców, a przecież to był macierzyński, nie chorobowe. I kurwa, ma czelność się jeszcze odzywać. Nie odpowiedziałam. Jej nie było, gdy ja potrzebowałam zasiłku, mnie też teraz nie ma dla niej. I tak dałam jej się nieźle zmanipulować na chory układ finansowy. Nigdy więcej. Pierdolę takie coś. Nie, kurwa, nie pogadamy. Walę to!

Dopiero niedawno zaczęłam poznawać kobiety, które nie są mi wrogie, które dają mi ciepło, od których mogę się uczyć. Ale do żadnej nie mogę zbliżyć się, bo zaraz się wycofuję. Bo boję się kolejnego noża w plecy, kolejnego zawodu, bez przepraszam i bez żadnej skruchy, wykorzystywania, poniżania, wyzyskiwania finansowego i uczuciowego. Najgorsze, że przyciągam takie kobiety jak magnes. I nie widzę znaków ostrzegawczych. Najgorsze, że takich kobiet jest na pęczki! Bo wszystkie nas nauczono, aby siebie nawzajem nienawidzić. Siebie, swoje córki i swoje przyjaciółki. I nie wiem już jak się z tego wyplątać. Jak wywalić tą cholerną złość, jak zacząć od nowa, jak budować coś na gruzach, skoro nikt mnie tego nie nauczył – relacji z kobietami. Tylko lęk, strach, przed własną szefową się kulę, bo spodziewam się kolejnego ciosu, kolejnego noża w plecy.  Ja po prostu się tego spodziewam. I cholernie to smutne.

2 uwagi do wpisu “Do wszystkich kobiet w moim życiu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s