Niepokojące zatrzymanie w biegu.

Na co dzień mam poczucie, że jestem wielce niezbędna, aby cały świat jakoś funkcjonował, także mój. Codzienna gonitwa – 5:30-wstać, 6:30 pociąg ido pracy, w pracy pełne obroty, bo przecież nawet chwila odpoczynku niewskazana, 16 – pociąg powrotny i przed 17 jestem w domu. Gdzie kolejne obowiązki – pranie, sprzątanie, gotowanie. Dodatkowo muszę dbać, by jakoś wyglądać i się nie roztyć, więc dochodzą zajęcia fitness i inne aktywności.

Wczoraj oczy zamykały mi się po odwiedzinach świątecznych. Zamknęły o 18 i spałam 15 godzin. Dziś – chill. Film, jedzenie i seks (w końcu!)… I  czuję niepokój. Wielki niepokój. Że jak to… nagle taka pustka. Przecież ja MUSZĘ coś robić.

Wcale, kurde, nie muszę. Dziś leżę i pachnę. Mam do tego absolutne prawo. Szkoda tylko, że mój mózg postrzega to jako zagrożenie. I jak tu odpocząć, gdy ściska w gardle?… Może ktoś ma sposoby na pracoholizm?…