Kilka refleksji na temat psychotropów

Dziś subiektywnie.

Bardzo. Jest 2 w nocy, siedzę i nie mogę spać. Odstawiam psychotropy.

Co spowodowało, że chcę odstawić? 1. Czuję się dobrze, na tyle, że radzę sobie z emocjami. 2. Chęć zostania mamą.

Przez 10 lat z przerwami brałam różne psychotropy: najczęściej fluoksetynę i sertalinę. Ale mój lekarz na początku tego roku, podczas terapii, zmienił fluoksetynę (SSRI) na wenlafaksynę (SNRI), lek ponoć skuteczniejszy. Owszem, pomógł mi stłumić emocje na terapii i przetrwać trudne chwile mogąc pracować i zarabiać. I to jest ok. Szkoda, że żaden lekarz do tej pory nie powiadomił mnie o efektach ubocznych odstawienia leków. A one są. I to niemałe. Podobno jedne z bardziej dokuczliwych przy wenlafaksynie.

Odstawiałam pomalutku. Pierwszy miesiąc połowa dawki, drugi – ćwierć dawki. I było ok. Pracowałam, odpoczywałam, brałam witaminy i omega-3 na mózg. Ale odstawiłam do zera w ubiegłym tygodniu. I zaczęły się „jazdy”. Na tyle, że dziś musiałam zwolnić się z pracy, bo miałam niemalże atak paniki.

Objawy które mi towarzyszą od jakichś 4 dni: silne zawroty głowy, bezsenność lub nadmierna senność (jak już zasnę, śpię jak zabita, choć sny mam wielce niepokojące), uczucie odrealnienia (jakie dziwne mam ręce… czemu akurat takie a nie inne?), „prądy” przechodzące wzdłuż twarzy, latająca powieka, trudności z koncentracją uwagi i ogarnięciem myśli, drętwienia twarzy i ust, nerwobóle w biodrach. Ogólnie: ostry kac. Razy trzy.

Wiele z tych objawów już znam – towarzyszyły mi w najcięższych chwilach depresji i nerwicy. Ale obecnie – czuję się nawet ok psychicznie, radzę sobie w pracy i życiu (mimo trudnej sytuacji finansowej…), więc ewidentnie nie jest to nawrót. Jedyne co mnie niepokoi to niemoc normalnego funkcjonowania przez te objawy.

Nie dałam dziś rady. Wzięłam 1/8 dawki. Po 3 godzinach – częściowe wyciszenie objawów odstawiennych. Wizytę mam za 2 tygodnie. Widocznie tempo schodzenia było za szybkie. Muszę jakoś funkcjonować. Mam tylko nadzieję, że mój organizm jeszcze pamięta, jak produkuje się serotoninę. Albo że na nowo się nauczy. W planie mam 1/8 dawki co 2 dni. A potem ponowną próbę odstawienia…

 

Piszę o tym dlatego, że jeszcze do niedawna byłam zwolennikiem psychotropów. Obecnie – widzę, jak szybko i jak wiele rzeczy w krótkim czasie zmieniło po prostu wypłakanie pewnych rzeczy na terapii. 10 lat psychotropów VS niecały rok terapii. Widzę ogromną różnicę na korzyść terapii. Jest tylko jeden problem: mamy za mało dobrych terapeutów, a jeśli już są – wyjeżdżają, bo w Polsce mają trudny byt. Na terapię czeka się długo i jest dostępna tylko w dużych miastach. Tymczasem widzę, jak bardzo jesteśmy chorzy jako społeczeństwo. Ilu z nas ma dolegliwości psychosomatyczne, a nawet nie wie, że to przez stres i nerwy. Leki pozwoliły mi przetrwać czas oczekiwania na znalezienie pomocy i samouzdrawianie terapią (samouzdrawianie, bo to praca nad sobą, terapeuta tylko towarzyszy i wskazuje kierunek). Leki mnie nie uzdrowiły.

 

Piszę też to po to, abyście mieli na uwadze, że pigułka nie jest w stanie uzdrowić was na każdym poziomie, a tym bardziej jeśli problem leży w sferze psychicznej czy duchowej. Czy zatem polecam psychotropy? I tak i nie. Pomagają przetrwać te chwile, w których nie mamy siły mierzyć się z naszymi „demonami”. Ale odkładają to w czasie – jeśli chcemy wyzdrowieć, prędzej czy później trzeba będzie się z nimi zmierzyć.

 

FB_IMG_1508481364269

PS. Nie namawiam tym wpisem nikogo do odstawienia leków. Jeśli są przepisane, widocznie potrzebujecie je brać. Ja sama brałam je wiele razy, aby przerwać błędne depresyjne koło. Tylko co z tego, jeśli wzmocniłam organizm lekami, jeśli wciąż miałam mechanizmy psychologiczne, które z powrotem mnie wpędzały w depresję? Właśnie z nimi potrzebujemy się uporać na terapii, aby nie powtarzać wykańczania się psychicznego i co za tym idzie – ciągłego powrotu do leków. Załóżmy, że często chorujesz na zatoki, ale jednocześnie nie zakładasz czapki w zimne, wietrzne dni. Nie jesteś świadomy tego, że to może być przyczyna częstego chorowania. Bierzesz leki na zatoki, pomagają, jest lepiej. Ale później znów nie nosisz czapki i sam sobie szkodzisz (nawet nieświadomie – bo może nie wiesz, że aby nie chorować na zatoki, potrzebujesz nosić czapkę na zimnie – jest to więc zachowanie bezwiedne, nieuświadomione). Podobnie jest z tym, co robimy podświadomie, by znów wpędzić się w depresję – narażamy się na toksyczne relacje, przepracowujemy, nie dbamy o swoje zdrowie fizyczne, otaczamy się samymi złymi wiadomościami, wypieramy lub tłumimy emocje itd. Na terapii po 1. uświadamiamy sobie szkodliwe dla nas schematy, po 2. pracujemy nad wytworzeniem zdrowych schematów, nawyków i przekonań, aby zminimalizować ryzyko ponownego wpadnięcia w depresyjny dołek.