DDA

Witojcie! (dziś tak z góralska)

Gdy byłam na terapii, wpadł mi w ręce (dzięki niezastąpionej Małgorzacie) manifest DDA – Dorosłych Dzieci Alkoholików. Czytałam go z przejęciem – odnalazłam w nim swoje objawy! Okazuje się, że choć nie dorastałam w rodzinie z problemem alkoholowym, dotyczy mnie wiele problemów, które przeżywają także osoby wychowywane w takich rodzinach (co w Polsce niestety wciąż nie należy do rzadkości). Bardziej można by określić to wychowywaniem się w rodzinie „Dysfunkcyjnej”, jak to jest też nazwane w tekście, gdyż takich dorosłych dzieci ten manifest też dotyczy. Nie nazwałabym swojej rodziny dysfunkcyjną, choć na terapii odkryłam, że wiele tam nie grało (np. głód emocji i uczuć). Myślę, że jednak wiele osób, które popadło depresję, ma jakiś problem w swojej rodzinie. Zresztą, nie ma rodzin idealnych. Nie piszę tego, by wyrzucić żal na rodzinę, to nastąpiło bowiem na terapii i pogodziłam się z pewnymi rzeczami, a przynajmniej staram się je rozumieć. Chcę zwrócić uwagę na problem, który jest powszechny – dysfunkcje rodzin, czy to pod względem uzależnień, czy pod względem po prostu braku miłości, zrozumienia, empatii…

Zapraszam więc na stronę, gdzie znajdziecie pełen tekst „manifestu” (niestety nie da się do skopiować, można wydrukować):

http://swiatlopana.com/6875/wspolnota-doroslych-dzieci-alkoholikow-i-doroslych-dzieci-z-rodzin-dysfunkcyjnych/

Może odnajdziecie się i w nim i znajdziecie w nim wskazówkę do dalszych starań aby wyjść na prostą;)

Zajrzałam jeszcze na stronę dda.pl (nieoficjalna strona DDA) i można tam znaleźć powyższe teksty jak i wiele innych. Polecam 😉

21106577_806391619540242_6352617321434363883_n

Lepsze i gorsze dni

Dziś pomyślałam, że napiszę od serca. Co ostatnio u mnie się dzieje w związku z depresją/nerwicą. I jak sobie z tym radzę.

Terapia nie oznacza dla mnie końca zmagań. Zapisałam się na indywidualną, na którą muszę jednak czekać dłużej (NFZ) i w międzyczasie pracuję i odpoczywam. Myślę też o dziecku… Szukam też pomysłu, aby sobie lepiej poradzić w życiu (głównie finansowo), gdyż z mojej obecnej pracy trudno się utrzymać samej. Niedługo startuje ważne dla mnie szkolenie, próbuję więc o siebie zadbać fizycznie (co średnio mi wychodzi – niestety mam wciąż wahania wagi i dolegliwości żołądkowe). Lepsza dieta, więcej sportu, więcej relaksacji… Mam jednak wciąż dni, że „jakoś nie tak” i najchętniej zaszyłabym się w łóżku z paczką chusteczek, czekoladą i ciepłą herbatą. Staram się to akceptować i zwalniać wtedy obroty. Organizm daje mi znać, że jest zmęczony. Że potrzebuje relaksacji, regeneracji. Często przemagam się wtedy i staram się mimo wszystko ćwiczyć fizycznie (polecam jogę, którą ostatnio wdrażam do porannej rutyny, najlepiej z Małgorzata Mostowska) albo robić coś w domu (mamy duży dom = dużo sprzątania + remonty). Albo leżę i oglądam coś na youtube, gdy już zupełnie opuszczają mnie siły witalne. Ostatnio bardziej produktywne treści, po angielsku, aby przy okazji przypomnieć sobie ten piękny język. Najczęściej oglądam TEDTEDx Talks. Dobre kanały i zawsze można znaleźć coś co mnie interesuje, np. tematy depresji, chorób cywilizacyjnych, psychologii, sztuki życia. Zainteresowało mnie ostatnio zagadnienie wynalezienia nowej metody leczenia depresji przy użyciu leku będącego w fazie eksperymentalnej o nazwie Calypsol. To po prostu Ketamina – substancja podawana do znieczuleń ogólnych w szpitalach. (Nawiasem mówiąc miałam raz okazję być pod jej wpływem, dawno więc nie pamiętam.) Wykazano, że działa znacznie na długotrwałą poprawę odporności na stres, niweluje depresję, głównie objawy somatyczne… Ale jest używany obecnie do innych celów i chyba jeszcze długo tak będzie… Czasem jest tak, że nachodzą mnie wątpliwości, czy aby na pewno uda się wyleczyć mnie tak, abym już nigdy nie doświadczała objawów somatycznych uniemożliwiających mi działanie? Czasem myślę, że może faktycznie ten lek jest, tylko jeszcze go nie znamy, nie stosujemy, a tak dużo ludzi męczy się z depresją i chorobami psychicznymi. Oglądałam też trochę o elektrowstrząsach, metodzie również otoczonej jakimś dziwnym tabu, a bardzo skutecznej przy nawracającej depresji. Tak się zastanawiam… Kiedy będzie moment, gdy będę mogła odstawić leki na dobre? Czy kiedykolwiek on nastąpi? Czy jestem „depresyjna” od urodzenia i to tylko nasila się i maleje…? Czy może biorąc leki które w zasadzie działają na mnie słabo, bardziej sobie pomagam czy szkodzę (żołądek cierpi)?… A może wystarczyłoby raz zastosować metodę alternatywną? I najważniejsze – czy będę w stanie odstawić leki na 9 miesięcy, gdyż planujemy niebawem dziecko?… I jak moja choroba na nie wpłynie?

Może ktoś z Was próbował w.wym. metod alternatywnych i pomogły? Dajcie znać.

Spędziłam ostatni tydzień na wyjeździe, z dala od domu, jednak pojawiły się znów intensywne objawy somatyczne powiązane z żołądkiem i strefą czołową mózgu. Fajnie byłoby to zdiagnozować, czy może jakieś wrzody (mam nadzieję, że nie), czy stres spowodowany atrakcjami z dala od domu, czy jedzenie, a może wszystko na raz? Póki co jem ostrożnie… I czekam na wizytę u psychiatry we wrześniu.

Pozdrawiam Was:) Dzięki za każdy komentarz. Poniżej zdjęcie z wakacji;)

20170818_120510